Rosja. Tekturowe imperium

You are currently viewing Rosja. Tekturowe imperium

Moja ostatnia podróż do Rosji odbyła się 20 lat temu. Wcześniej przez 10 lat do Rosji jeździłam, ale część pracy wykonywałam w Polsce. Tak było do 2009 roku. Czas mijał, ale wiele rzeczy, dla Rosjan charakterystycznych, nie zmieniało się kompletnie. Kiedy wtargnęłam do recepcji domu pracy twórczej, domagając się ogrzewania, okazało się, że kaloryfery elektryczne są, ale wydawane na wyraźne życzenie. Ukrainki, mieszkały tu już półtora roku (w tym poprzednią zimę), więc przywiozły z domu, to czego im brakowało: kaloryfery, pościel, ręczniki. Wszystko prały ręcznie. Nie wpadły na pomysł, żeby chociaż zapytać, co im przysługuje.

Jak napisał w Imperium Ryszard Kapuściński, człowiek radziecki wie, że zadawanie pytań jest bardzo niebezpieczne, bo zadając je człowiek może ściągnąć sobie na głowę wielkie nieszczęście. W innym miejscu zaś doszedł do konkluzji, że sama tonacja zdania wyrażająca chęć dowiedzenia się czegoś sygnalizowała zagrożenie…. Dlatego też stopniowo zanikła sztuka formułowania pytań i nawet sama potrzeba ich zadawania. Jak się okazało zadawać pytań nie umieli także Bułgarzy.

W kilka godzin odkryłam, że jest papier toaletowy i mydło oraz że raz w tygodniu można dostać nową pościel i ręczniki. Jest też wiele innych rzeczy jak żelazka, czy ogólnodostępna pralnia. Skąd brak informacji? Co jakiś czas nieużywane żelazko, czy kaloryfer spisuje się na straty. Papierem toaletowym, proszkiem do prania i mydłem handluje się na bieżąco. Wiadomo ile, nieświadomi niczego goście, teoretycznie zużyli. Świadomi, od razu wyposażyliśmy łazienki, a Bułgarzy wzięli kaloryfery.

Mnie płacono 100$ dziennie, zakwaterowanie i transport. Nie było to dużo, ale moim celem był rekonesans i przywiezienie roboty, co się udało. Montażystkom i bułgarskim inżynierom płacono 1000$ miesięcznie, zakwaterowanie + przeloty do domu. Reszta zarabiała źle (operator i montażysta dźwięku po 500$) i musiała sama płacić resztę. To starczało na wspólne wynajęcie mieszkania i życie w Moskwie. Zauważyłam, że chłopcy z za Uralu sypiają w fotelach w holu. Korzystają z łazienek w montażowniach i tam przechowują swój dobytek. Dostawali 300$ miesięcznie. Przypominało mi to wspomnienia Markiza de Custine i życie służby w cesarskim pałacu. Większość sypiała byle gdzie i byle jak. Za to byli nieprzytomni i nieproduktywni.

Mamedow, na którego powołuje się Kapuściński stwierdził, że największych zniszczeń komunizm dokonał w świadomości ludzi. Ludzie nie chcą dobrze pracować i dobrze żyć. Chcą źle pracować i źle żyć. Przydatność tych naszych źle opłacanych pracowników, była niewielka, ale oni nic nie robili, aby zdobyć lepszą pracę, ani żeby lepiej się przydać, zasługując na lepsze wynagrodzenie. Mieli wyrobiony odruch niewolnika, gdy nikt nie patrzył – zastygali. Tak samo pracowali zatrudniani na budowie mojego domu ukraińscy i białoruscy robotnicy i to bez względu na stawkę.

Zarobki ekipy były w dużym kontraście w stosunku do tego czym dysponowali producent i reżyser. Pieniądze płynęły od mera Moskwy szerokim strumieniem. Trzeba było tylko pozorować wydanie ich na film i robić film jak najdłużej. Dlatego to dziwne lokum, prowizoryczne montażownie i studia dźwiękowe, a jednocześnie tempo prac i chaos niewyobrażalny. O chaosie także pisał Kapuściński zauważając, że wymyślane pokrętne procedury zamiast porządkować tylko wzmagały zamieszanie. Po co codziennie ponad 20 osób kręcących się głównie bez celu? Przypominało to techników w Mosfilmie. Magazynier był namiastką ekipy transportującej materiały pomiędzy studiem, montażowniami i kabiną projekcyjną. Ten restrykcyjny system kontroli przepływu materiałów był totalnie niewydolny.

Przez 10 lat zmienił się Wernisaż. Z bazaru staroci stał się giełdą komputerową, w dużej mierze nielegalnego sprzętu i oprogramowania. Już wcześniej zdarzyło mi się dziwić razem z Czechami, kiedy do Pragi zjechała ekipa rosyjska (dobrze ponad 10 osób), z materiałem do zgrania, zmontowanym na Protools tak nowym, że dopiero miano go zaprezentować na nadchodzących targach AES. Prawo własności intelektualnej było im całkowicie obce. Bardzo wiele rzeczy rozliczano bez umów, rachunków i pokwitowań. Spotykało mnie to na każdym kroku, także kiedy wystawiałam rosyjskiemu kontrahentowi fakturę. On faktury nie chciał i wręczał mi zwitek, najczęściej dolarowych banknotów. Bronił się przed umowami i bardzo dziwił po co nam dokumentacja. Panie etażowe, za kipiaczok teżnie dawały pokwitowań.

Jeżeli pracowaliśmy w Polsce, to pojawiała się wieloosobowa radziecka delegacja i każdy odpowiadał za jakąś jedną drobną rzecz. Producenci mieli zachodni wygląd, podobnie ich żony, a cała reszta to już nie bardzo. Byli rozpoznawalni z daleka, chociaż złotych zębów ubywało. Wiele przyjazdów było kompletnie niepotrzebnych, ale była to dla załogi gratyfikacja w postaci diet i dostępu do sklepów.

Od lat 90. XX w. Rosjanie mieli ideę wejścia z filmami na zagraniczne rynki. Wyobrażali sobie, że Polska może stać się dla nich pomostem. Rosja jest wielkim producentem. Rocznie powstaje nawet 300 filmów fabularnych. Często dysponują ogromnymi budżetami. Kiedy byłam w Moskwie z Pawłem Trzaską (Smacznego telewizorku, 1992), dawali mu scenariusze i proponowali współpracę. Do mnie zgłaszali się kompozytorzy. Zdawano sobie sprawę, że ich kinematografia jest trochę inna i dlatego nie wszędzie znajduje zrozumie. Stąd przynajmniej kilkanaście koprodukcji, w których pojawiali się polscy aktorzy i reżyserzy, a także kompozytorzy lub aranżerzy.

Wcześniej było kilkoro polskich aktorów (Barbara Brylska, Daniel Olbrychski, Paweł Deląg), bardzo w ZSRR podziwianych. Filmy w których grali były przeznaczone tylko na rynek radziecki (rosyjski). Wszyscy chwalą rosyjską szkołę aktorstwa. Ich aktorzy są znakomici i jeżeli grają w polskich filmach, oglądamy ich z przyjemnością (Bohdan Stupka, Aleksandr Domogarow, grupa młodych aktorów w Lecie miłości, reż. Feliks Falk, 1994, Polska, Białoruś).

Jest za to zauważalna różnica w sposobie pracy. Aktorzy słuchają reżysera i wykonują jego polecenia. Nie zadają pytań (człowiek radziecki) i nie proponują nic od siebie. Takie wrażania mieliśmy, kiedy do Dziewczyn ze Lwowa (reż. Wojciech Adamczyk, 2015-2019), prowadziliśmy szeroki casting (Uliana jest skrzypaczką, stąd ja na castingu), bo chciano zatrudnić, chociaż częściowo ukraińską obsadę. Oczywiście na pewno nie dotyczy to wszystkich aktorów. Wspaniale wspominam pracę z Lidią Szukszyną w Balladzie o Januszku (reż. Henryk Bielski, 1988), czy spotkania z Nikitą Michałkowem (Piękna nieznajoma, reż. Jerzy Hoffman, 1993; Persona non grata, reż. Krzysztof Zanussi, 2005).

W 1995 r. pracowałam przy dwóch polsko-rosyjskich produkcjach. Za co? (reż. Jerzy Kawalerowicz,) to adaptacja powieści Lwa Tołstoja. Pomagałam przed zdjęciami, rozwiązać problemy z akordeonem. Postprodukcję robiła strona rosyjska. Powstały wersje w obu językach, ale w Polsce, film nie był wydarzeniem. Muzykę pisał Walerij Miagkich. Został zaangażowany też do Złotego dna (reż. Marek Nowicki). Tym razem poszło gorzej. Do obu filmów zdjęcia kręcono w Rosji, bo scenariuszowo, w obu przypadkach rzecz się dzieje na Syberii. Film Kawalerowicza był historyczny, natomiast film Marka Nowickiego całkowicie współczesny.

W Złotym dnie grała tylko jedna polska aktorka – Małgorzata Foremniak. Nie powstała polska wersja językowa, widocznie uznano, że tematyka jest zbyt obca. Historia opowiedziana w filmie jest westernowa, a porachunki odbywają się wśród współczesnych poszukiwaczy złota. Jest też o miłości. Postprodukcję (z rosyjską ekipą) robiono w Polsce. Przyjechał kompozytor, ale muzykę reżyser odrzucił. Była rzewna i bardzo bliska ludowym pieśniom, co pogłębiała instrumentacja.

Kompletnie nie mogliśmy się dogadać co do muzyki akcyjnej, pościgowej, dającej napięcie i syberyjskiej, a nie słowiańskiej. Ostatecznie został przyjęty jeden temat i ten nagraliśmy w polskiej instrumentacji. Większość muzyki pochodzi, ze skromnych wtedy jeszcze, zbiorów fonotek muzycznych. Głównym instrumentem stała się drumla, bardzo na Syberii popularna, a jednocześnie znana z filmów o Dzikim zachodzie. Początkowo była to muzyka na wzór, ale kompozytor sobie z tym nie radził.

Może dlatego w następnych filmach mieliśmy polskich kompozytorów. Do Żona przychodzi nocą (1998, reż. Aleksander Czernych) muzykę napisał Henryk Kuźniak. Także jego zatrudniono do Lata miłości. W obu przypadkach muzyka była tradycyjna, ale filmowa i bez konotacji regionalnych. Kuźniak, jest w Rosji kompozytorem świetnie rozpoznawalnym (Va bank, 1981; Seksmisja, 1983, reż. Juliusz Machulski). Film powstawał w Polsce i z przewagą polskich aktorów. Zrobiono wersję polską i rosyjską. Film montowała Anna Krassowska, a udźwiękowiło moje studio.

Break point (2002) wyreżyserował Marek Nowicki. Zdjęcia kręcono w różnych lokacjach w Polsce, oraz w Moskwie. Obsada była głównie polska (Karolina Gruszka, Jan Englert, Ewa Szykulska, Daniel Olbrychski) i wielu innych. Montowała Ewa Różewicz, udźwiękawiało moje studio. Wykorzystano jako temat przewodni piosenkę Seweryna Krajewskiego, a o aranżację poprosiłam Wojtek Gogolewskiego. Muzyka była nowoczesna pod każdym względem. Nie zdecydowano się na polską wersję językową. I nawet może wiem dlaczego.

Rzadko korzystano we wspólnych produkcjach z polskich scenariuszy, a to jest jedna z rozbieżności. Te historie są rzewne i naiwne. Wszystko jest tak oczywiste, od początku wiadomo jaki będzie koniec. Możliwe, że Rosjanie takie filmy lubią. Dla nas są dziecinne i niezamierzenie śmieszne. Podobnie było z Whisky z mlekiem w reżyserii Aleksandra Michajłowa (2009). Zdjęcia odbyły się w Polsce. Poza dwójką bohaterów, wszystkie role kreowali Polacy (Krystyna Tkacz, Jadwiga Jankowska-Cieślak, Ewa Szykulska, Henryk Talar). Muzykę napisał Dimtrij Smirnow, a zaaranżował jazzowo Wojtek Gogolewski. Nagraliśmy ją ze znakomitymi muzykami. Kompozytor był zachwycony. Pozostała bajka o współczesnym kopciuszku.

Znacznie lepiej wypadają koprodukcje, kiedy scenariusz jest polski. Ze wspomnianych filmów do Lata miłości adaptację opowiadania Iwana Bunina Nathalie, przygotował Feliks Falk. Autorami Pamiętnika znalezionego w garbie (1993), są Jacek Kondracki, Zenon Olejniczak i Jan Kidawa-Błoński (reżyser). Przy scenariuszu Złotego dna współpracował Marek Nowicki, przy adaptacji Za co? – Jerzy Kawalerowicz, a Pięknej nieznajomej – Jerzy Hoffman. Sukcesami są filmy Krzysztofa Zanussiego (Persona non grata; Serce na dłoni, 2008; Obce ciało, 2014; Eter, 2018), ale to są jego własne scenariusze. Według naszego (mam współudział) pomysłu jest także muzyka.