Studio Sonoria

SZPIEG W FILMIE

Nie wiem, czy sprawdziła bym się jako pracownik biurowy, chociaż za biurkiem spędzam czasem długie godziny. Na pewno nie jestem systematyczna, a stan ogólnego chaosu to trwały element mojego działania. To męczy, ale też pozwala na wieloletnie życie na wariackich papierach i brak stałego schematu działania i zorganizowania, który jest wpisany w nasze poczucie bezpieczeństwa. Potrzebują go bardzo małe dzieci, które lepiej funkcjonują w oswojonym sobie świecie, przy regularnych posiłkach i rytuałach, ale i zwierzęta. Pies szukając schowanego przedmiotu zawsze obejdzie najpierw miejsca, gdzie wcześniej daną rzecz już kiedyś znalazł. Nasze standardowe zachowania są będą dla niego sygnałem do spaceru, jedzenia lub zabawy. Ja pewnie też potrzebuję trochę jednostajności i spokoju, ale przyznam szczerze, nigdy nie spróbowałam. Nie miałam okazji. Straciłam ją bezpowrotnie, gdy zaczęłam moją przygodę z filmem. Moje filmowe życie. Czasem, kiedy na to wszystko patrzę powtarzam za Killerem (za Kubą Sienkiewiczem, tak Bogiem a prawdą) Co ja robię tu? Co ja tutaj robię?…. I to od prawie 40 lat.


Jestem konsultantem muzycznym, autorem opracowań muzycznych i dźwiękowych, w różnych formach audiowizualnych. Praca ciekawa, absorbująca i ekstremalnie różnorodna. Opracowuję scenariusz pod względem praw autorskich i pokrewnych oraz organizuję ich zakup. Formułuję i podpisuję umowy na przekazanie praw. Wymyślam i wybieram muzykę już istniejącą wszędzie tam, gdzie jest w filmie taka potrzeba. Prowadzę nagrania play backów, a potem nadzoruję ich realizację na planie. Uczę lub organizuję lekcje muzyczne (taniec, śpiew, gra na instrumentach) dla aktorów i wspomagam ich na planie. Wymyślam i znajduję dublerów do różnych czynności muzycznych.

Organizuję pracę kompozytorów, a przede wszystkim prowadzę nagrania muzyki ilustracyjnej. Wybieram i rezerwuję studia, angażuję muzyków, realizatorów, obsługę techniczną i podpisuje umowy. Nadzoruję jakość nagrań pod wszelkimi względami, a także czuwam nad technologią. Opracowuję muzycznie filmy, do których muzyka nie jest komponowana i reguluję wszelkie prawa autorskie jakie to za sobą pociąga. Montuję muzykę do filmów lub nadzoruję jej montaż. Czasem opracowuję także efekty dźwiękowe i sound design, prowadzę nagrania efektów synchronicznych i opracowań głosowych (dubbing, lektor, audio deskrypcja). Przygotowuje również dokumentację potrzebną do wypłacania tantiem. Trudno się nudzić. Jednocześnie prowadzę kilka, czasem kilkanaście projektów, a więc wiecznie zmieniam miejsca, ludzi, problemy i tematykę.

 
Skalę zjawiska można opisać tak. Reżyser filmów fabularnych w Polsce w całej swojej karierze robi ich kilkanaście (Jerzy Kawalerowicz 17 – Żyłem siedemnaście razy reż. Tadeusz Zawiśliński, Tadeusz Bystram, 2009). Inni współtwórcy kilkadziesiąt. Oczywiście im formy uprawiane są mniejsze, tym takich tytułów jest więcej. Każdy film to ekipa i grono poznanych ludzi. Ekipy w podobnym składzie pracujących razem wielokrotnie. Wyrabiają się przyzwyczajenia, zasady i rutyna działań. Często nie mają porównania jak pracują inni. Mój dorobek to ponad 500 tytułów w różnych gatunkach filmowych i telewizyjnych. Oczywiście, jeżeli nawet wieloodcinkowe seriale będą występowały jako jedna pozycja i jeżeli tak naprawdę nie osiągnęłam już kolejnej setki. Może wie to serwis www.filmpolski.pl, a może tylko wybrani jego redaktorzy. Jarek Czembrowski zawsze na mój widok załamuje ręce i stwierdza, że to najcięższa strona w całym serwisie. Co roku kilkanaście wpisów najmarniej. To określa krąg moich filmowych przyjaźni, znajomości i ekip, w których pracach uczestniczę. Nie ma miejsca na rutynę, bo każde spotkanie jest inne. Każdy reżyser, kompozytor czy producent ma inne zwyczaje i przyzwyczajenia, a w stosunku do mnie inne wymagania. Każdy film to inny zakres prac i inne potrzeby. 


To określa zakres moich filmowych obserwacji. A zresztą i mój punkt obserwacyjny jest szczególny. Pracuję przy filmie czasem od wczesnych wersji scenariusza, a więc nawet zanim projekt zostanie złożony do PISF, telewizji, czy koproducentów. Kończę, gdy przekazywana jest dokumentacja do Organizacji Zbiorowego Zarządzania (OZZ), czyli czasem po premierze. Kręcę się cały czas, chociaż nie jest to praca intensywna. Pojawiam się i znikam. Przemieszczam pomiędzy filmami, planami filmowymi rozrzuconymi po Polsce, studiami do nagrań i zgrań. Wtapiam się w otoczenie i staję jego naturalnym elementem, jak dobrze zamaskowany szpieg. Mam nieograniczony dostęp do producenta, reżysera, aktorów, kompozytorów i właściwie wszystkich, którzy potrzebują skorzystać z mojej pomocy. I każdemu staram się pomóc, pracując na jego warunkach. W takim przypadku mój brak schematu, nawet jeżeli prowadzi do pozornego chaosu i niezorganizowania jest zbawienny.

Close Menu