Film jako sztuka

Film jako sztuka
Humoresque, 1946 r.

Wiele lat temu, w 1962 r. mój profesor Janusz Urbański, na inauguracji roku akademickiego wygłosił wykład pt. Reżyseria muzyczna, nowa dziedzina nauki i sztuki. Powiedział wtedy:

Koniec XIX i początek XX w. przyniósł szereg wynalazków w zakresie zapisu i projekcji dźwięku i obrazu. Wynalazki te w niedalekiej przyszłości miały odegrać ogromną rolę w rozwoju i upowszechnieniu nowych dziedzin i form sztuki. Oczywiście początki kinematografii nie mogły jeszcze pretendować do miana zjawisk artystycznych. Dopiero rozwój nauk fizycznych – głównie akustyki, optyki, elektroniki, radiotechniki i elektroakustyki, stworzyły o tyle już doskonałą bazę techniczną, że do głosu zaczęły dochodzić w coraz większym stopniu problemy ściśle artystyczna.

Kiedy czytam dzisiaj te zdania, to myślę, jak pięknie opisał rozwój filmu i innych sztuk audiowizualnych od ich powstania, jako jarmarcznej rozrywki, aż po to miejsce, w który znajdowali się wtedy, a wreszcie proroczo po to, w którym jesteśmy i z którego my patrzymy w przyszłość. A jednocześnie, w 1962 r. film był już dziedziną sztuki, pisano o filmie prace naukowe, ale ciągle jeszcze wydział nazywał się Reżyserią muzyczną, tak jak najbardziej znana i tłumaczona na kilkadziesiąt języków polska książka o dźwięku w filmie: Lissa Z. Estetyka muzyki filmowej. Kiedy czytaliśmy ją my, w latach 70. oczywiste było, że w wielu miejscach słowo muzyka, należy wymienić na dźwięk. A wtedy spostrzeżenia Pani profesor, dalej będą trafne i aktualne.

A więc co to jest ten film? Definicja filmu nie jest oczywista, bo na co dzień używamy słowa „film” w różnych znaczeniach. Chodzimy do kina oglądać filmy. Przechowujemy kasety i płyty z filmami, wypożyczamy filmy w wirtualnych wypożyczalniach, kręcimy filmy z wakacji. – Chciałem Państwu zaprezentować film, powie prawnik na sali sądowej i pokaże nagranie z kamery przemysłowej, która zarejestrowała wydarzenie: samochód pirata drogowego, czy złodziei włamujących się domu. I nie są to wszystkie sposoby wykorzystania słowa „film”. Film to nie tylko utwór, powód do zachwytu, czy krytyki, przedmiot badań filmoznawców i innych specjalistów z pokrewnych dziedzin, ale także określona technika rejestracji i odtwarzania. 

Na szczęście termin „film” nie nastręczał nigdy kłopotu:

mimo iż występował od początku w kilku znaczeniach, kryjących różne treści pojęciowe. Filmem nazywano celuloidową taśmę z utrwalonymi na niej zdjęciami kinematograficznymi; dzieło o zamierzonej funkcji, rezultat dyspozycji twórczych i specjalistycznych umiejętności; bądź też, jako szczególnego rodzaju widowisko ekranowe, dzieło filmowe, jako dobro kultury i zjawisko społeczne. Realizuje się zatem przemiennie w trzech płaszczyznach – rzeczowej, znakowej i behawioralnej. Filmu nie pomija żadna ze współczesnych klasyfikacji sztuk, bez względu na różnie zasady podziału. Porównywany jest on z innymi sztukami pod względem tworzywa, struktury, cech dzieła oraz sposobów prezentacji treści.

To z kolei Michalewicz K.St. i jego książka Polskie rodowody filmu, narodziny masowego zjawiska.

W momencie powstania filmu, pojmowanie sztuki opierało się na kanonach wywodzących się ze starożytności, przez renesans, aż po XIX w. Jednak już w oświeceniu problem udziału maszyny w kreacji artystycznej podnosił J.J. Rousseau. Głównie obarczano technikę całym złem moralnym, które towarzyszyło człowiekowi. Złej, mechanicznej i wtórnej produkcji przemysłowej, przeciwstawiano czyste, artystyczne i unikatowe rękodzieło. W filmie widziano naśladownictwo i wszystko to, co kojarzy się z produkcją. Do dziś mówimy „Wytwórnia filmów” i „Kierownictwo produkcji filmu”. Uważano, że idea sztuki zabijana jest w filmie przez maszynę. Jednak był to dopiero czas powstawania filmu, a skoro nie było wiadomo czy jest on sztuką, a krytykowano go z wstrzemięźliwie. 

Można powiedzieć, że kino było w pewnym sensie zjawiskiem wyjątkowym. Powstało na pograniczu sztuki, rozrywki, techniki i ekonomii. Technika i jej rozwój to podstawa jego istnienia. Mówimy tu o wiedzy na temat funkcjonowania fali świetlnej, optyce i rozwoju narzędzi optycznych, wiedzy o światłoczułości i rozwoju techniki jej wykorzystywania, produkcji nośników fotograficznych, specyficznych źródeł światła przyjaznych filmowi i jego nośnikom, a wreszcie ogromnemu rozwojowi sprzętu pomocniczego. W późniejszym czasie o technice zapisu dźwięku i synchronizacji obu mediów, aby tworzyły spójną całość. 

Zarówno operator obrazu, jak i operator dźwięku, a nawet scenograf czy montażysta cały swój artyzm mogą rozwijać dopiero na bazie środków technicznych jakimi dysponują. To było też powodem, dla którego długo zastanawiano się, czy można film zaliczyć w ogóle do sztuk, a osoby, które aby uprawiać swą sztukę studiują chemię, fizykę, czy inne nauki ścisłe, uznać za artystów. 

Od innych sztuk odróżnia film mechaniczne rejestracja, a także zależność od rzeczywistości: kaprysu pogody, budżetu, możliwości znalezienia wymarzonej lokalizacji czy budowy dekoracji. Jednocześnie jest to medium najbardziej wiarygodne. Film i to, co się w nim dzieje, bywają tak wiarygodne, że widz odbiera fikcyjną akcję, jak swoje realistyczne przeżycie. Patrząc na ekran nie widzimy płótna tylko prawdziwy świat. Film przemawia do nas znacznie sugestywniej niż te same postaci i wydarzenia znalezione na kartach książki, fotografii czy obrazu. To podobieństwo do rzeczywistości zobowiązuje nas do pewnego sposobu działania, ale też nie zwalnia z kreacji, czyli cały świat naszego filmu musimy, kierując się realiami, od nowa wymyślić i ukształtować. Wierność odtwarzania świata takiego, jaki mamy w swych zasobach pamięci oraz podobny sposób oglądania go (montaż) dodatkowo wzmacnia ekspresję filmu. Dotyczy to wszystkich dziedzin w nim obecnych, a więc i dźwięku. 

Odkryli to pierwsi użytkownicy kinematografu podnosząc, jako walor, dokumentacyjne możliwości filmu (B. Matuszewski). Nawet w twórczości literackiej początku XX w. zapis filmowy lub fonograficzny pojawiają się jako sądowe dowody w sprawie. Mówimy o filmie jako sztuce, a jednocześnie doceniamy artystyczny wkład jego komponentów. Stąd np. „sztuka operatorska”, sformułowanie używane często, ale też przez wielu operatorów obrazu oprotestowywane. Stanisław Wohl wygłaszając w 1975 r. w Szkole Filmowej w Łodzi, na sesji naukowej  Film – sztuka obrazu, referat Nowe tendencje w sztuce operatorskiej, podkreślał: Nie mówi się np. sztuka malarska albo sztuka rzeźbiarska. Mówi się natomiast „malarstwo i rzeźba, i postulował, aby używać sformułowania: „operatorstwo”. Chyba się nie przyjęło, chociaż dziś już nikt nie kwestionuje sztuki filmowej, sztuki obrazu, czy sztuki dźwięku (dźwiękowstwo?). Kiedyś, jak coś nam się udało, mówiliśmy „gościostwo”. I to chyba brzmi najlepiej. W innych językach także nie ma jednolitego nazewnictwa: Art. designer (scenograf), sound designer (reżyser dźwięku), directore dela fotografija (operator obrazu), editor (montażysta obrazu), albo prościej dźwięk, montaż, scenografia, zdjęcia.

Początkowo film niemy był rejestracją i rzeczywiście rodzajem rzemiosła. Filmem, tak jak fotografią zajmował się jeden człowiek i on za wszystko odpowiadał od początku do końca. Pierwsze filmy, jakie kręcono (rejestrowano) to wydarzenia dokumentalne. Wybór dotyczył obiektywu i miejsca usytuowania kamery. Wśród tytułów pokazywanych przez braci Lumiére mamy Śniadanie dziecka/Dejeuner du BébéOkręt wyruszający z portu/Aboat leasing Harbour, itp. Za pierwszy film inscenizowany (fabularny) uważany jest Polany ogrodnik/Arroseur arrosé. W tym przypadku realizator spowodował wystąpienie filmowanego zdarzenia. 

Sztuka filmowania rozwinęła się później. W swoim rozwoju, film ze zbioru obrazów (pierwsze filmy miały jedno ujecie) stał się opowiadaniem, przez odpowiedni dobór i dawkowanie naszych wrażeń zarówno wzrokowych, jak i za ich pośrednictwem, psychicznych. Rozdzieliły się też dwie podstawowe dla filmu funkcje: reżysera odpowiedzialnego za opowiadanie i operatora obrazu, odpowiedzialnego za właściwe jego przedstawienie. Dołączyła też do tego duetu trzecia osoba – montażysta obrazu, który pracy dwóch pierwszych nadaje spójny, ostateczny kształt. Początkowo w montażu pracowali wyłącznie mężczyźni. Pierwszą montażystką była V. Lawrence, która w 1915 r. z asystentki, awansowała na samodzielne stanowisko. Kiedy w filmie pojawił się dźwięk, film był już uznany za sztukę. Sztukę obrazu. Dlatego dla odróżnienia tego intruza, faceta jakby z innej bajki zaczęto tytułować inżynierem. Inżynier dźwięku, tak się początkowo mówiło, chociaż większość z nas reżyserów, czy operatorów dźwięku od dawna inżynierami nie jest.