Studio Sonoria

Bezmiar sprawiedliwości – najlepsze filmy sądowe

Kontynuując wątek różnić pomiędzy systemami prawnymi i ich wpływem na rozwój kinematografii przeniosłam się do czasów bardziej współczesnych i filmów sądowych. Oczywiście powód dla którego filmowcy postanowili robić takie filmy stracił już na aktualności. Niewiele pozostaje technicznych przeszkód, a więc i filmy są inne, ciekawsze, opowiadane bardziej filmowo, chociaż meritum sprawy nie znika. Pozostaje sądowa walka na dowody, argumenty i sugestie oraz człowiek dla którego jest to walka na śmierć i życie, a nie oratorskie popisy. Zawsze mnie ciekawiła ta tematyka, a więc zawsze staram się być z filmami sądowymi na bieżąco. 


Tak się złożyło, że moją drogę filmową, zaczynałam od filmu Janusza Majewskiego (1977) Sprawa Gorgonowej. Film opierał się na historii prawdziwej, ale nigdy do końca nie rozwikłanej. Proces był poszlakowy, dowody niezbyt mocne, ale ogromna presja społeczna spowodowała, że w pierwszej instancji orzeczono karę śmierci, a w kolejnej wieloletnie więzienie. Bohaterka wyszła z więzienia w trzecim dniu II wojny światowej. 


Ciężar filmowego opowiadania położono właśnie na samym procesie. Jest to śledztwo, dyskusje prokuratora (M. Dmochowski) i sędziego (A. Łapicki), a potem, nie jeden, a dwa procesy: lwowski i krakowski. Historia zafrapowała mnie tak bardzo, że pożyczyłam od reżysera opracowania, z których korzystano tworząc scenariusz i szczegółowo wszystko przeczytałam. Odtworzono z dokumentów wypowiedzi świadków, mowy prokuratorskie i adwokackie. Było to pasjonujące słuchać tych słów w mistrzowskiej interpretacji wspaniałych polskich aktorów. 

Bardzo im wtedy pomogłam, nagrywając po mistrzowsku materiały 100% w trudnych niekiedy warunkach. Były to moje pierwsze kroki w kinematografii i nikt ode mnie tego nie oczekiwał, ale kiedy odkryto, że umiem i nagrywam, spotkało mnie tyle serdeczności ze strony aktorów którym podarowałam tym swoim nagraniem wakacje. Dostałam tyle kwiatów, że studio wyglądało jak kwiaciarnia. No i miałam super film jako swoją dyplomową pracę na wydziale reżyserii dźwięku.

 
Oczywiście mam kilku swoich faworytów ze światowego dorobku w dziedzinie filmów sądowych, zdecydowanie sa to::

  • … I sprawiedliwość dla wszystkich (reż. N. Jevison, 1979) z Alem Pacino i Jackiem Wardenem. W nawiązaniu do tego tytułu w 2011 r. powstał grecko-niemiecki dramat, komedia kryminalna (reż. F. Tsitos) I sprawiedliwość nie dla wszystkich, ale ten film niestety nie jest wart polecania.
  • Sprawa Kramerów (reż. R. Benton, 1979) z Meryl Streep i Dustinem Hoffmanem. Adaptacja powieści. Film znany, obsypany Oskarami i wszelkimi nagrodami. Słusznie. Nie ma co pisać na ten temat, bo nie widzieć tego filmu jest po prostu wstyd.
  • Werdykt (reż. S. Lumet, 1982) z Paulem Newmanem, Charlotte Rambling i Jackiem Wardenem. Adaptacja powieści. Dramat sądowy z problemem alkoholowym w tle.
  • Morderstwo pierwszego stopnia (reż. Rocco, 1995) z Kevinem Baconem, oparty o fakty, chociaż mocno przejaskrawiony i w sumie niewiele mający wspólnego z rzeczywistą historią, ale bardzo przejmujący.
  • Czas zabijania (1996, reż J. Schumacher), wg prozy J. Grishama z Sandrą Bullock oraz Ashley Judd, Donaldem Sutherlandem i całą plejada innych gwiazd.
  • Adwokat diabła (1997, reż. T. Hackfort) z Keanu Reevesem, Alem Pacino, Charlize Theron, wg kolejnej powieści.
  • Zaklinacz deszczu (1997, reż. F.F.Coppola) wg książki J. Grishama. Z gwiazdorską obsadą: Matt Damond, Jon Voight, Danny DeVito i wieloma innymi gwiazdami.
  • Podejrzany (reż. S. Hopkins, 2000) z Gene Hackmanem i Monicą Bellucci. Adaptacja powieści i remake francuskiej realizacji z 1981 r. Wstrząsające przesłuchanie, w czasie którego komisarz odkrywa, że co raz więcej wskazuje na to, że jego przyjaciel i szanowny prawnik jest sprawca zbrodni o które jest podejrzany.
  • Erin Brockovich (2000, reż S. Soderbergh). Oparty na biografii tytułowej bohaterki odegranej przez Julią Roberts (Oskar, Złoty glob, BAFTA, MTV Movie Awards). Niezwykle przejmujący. Opowiada o walce z koncernem, który zatruwa środowisko. Reżyser filmu to osoba powszechnie znana. Debiutował z filmem Seks, kłamstwa i kasety wideo (1989), za który zdobył Złota Palmę w Cannes. Za nakręcony  w 2000 r. Traffic dostał Oskara. Później był Ocean’s Eleven. Ryzykowna gra (2001) i adaptacja Solaris (2002) wg Stanisław Lema.
  • Ława przysięgłych (2003, reż. G. Fleder), kolejna adaptacja Johna Grishama z udziałem Gene Hackmana, Dustina Hoffmana, Rachel Welsz. No lista jest długa, a film znakomity. I znowu manipulacje i próby przekupienia członków ławy przysięgłych.
  • Bezmiar sprawiedliwości (reż. W. Saniewski, 2006). Jedyny polski przedstawiciel i dlatego znalazł się  w tytule. W rolach głównych Jan Frycz, Jan Englert, Artur Żmijewski, Artur Barciś. Film pozostał niezauważony chyba niesłusznie. Akcja, jak przystało na film sądowy toczy się głównie w sądzie, prokuraturze i adwokackiej kancelarii. Oparto go na prawdziwym wydarzeniu i procesie poszlakowym, jaki miał miejsce w 1990 r. w Wrocławiu. 
  • Słaby punkt (2007, reż. G.Hobbit) z Antonym Hopkinsem i Ryan Gosling. Sama historia wydaje się prosta, ale jej rozwiązywanie przypomina partię szachów pomiędzy dwoma wytrawnymi graczami. Reżyser wcześniej (1997) nakręcił niezwykle podobna i równie zręcznie opowiedziana historię – Lęk pierwotny.
  • Prawnik z lincolna (2011, reż. B. Furman). Adaptacja pierwszej z kilku powieści, których bohaterem jest prawnik Mick Haller, dziwak, który zamiast w kancelarii klientów przyjmuje w samochodzie (tytułowym lincolnie).
  • Vivien chce się rozwieść (2014, reż. R. Elkabetz, S. Elkabetz), czyli rozwód po żydowsku. W roli głównej reżyserka osobiście. Małżeństwo w wieloletniej separacji, ale mąż nie chce zgodzić się na rozwód. Całość problemu ma rozstrzygnąć sąd uczonych rabinów. Mimo nowoczesności i współcześnie wchodzącego do wszystkich dziedzin życia świata, w sprawie rozwodu, prawo boskie wygrywa z prawem stanowionym.

Na szczęście życie nie zawsze musi być dramatem. Może być fantastyczną komedią sądową i wtedy powstaje Lier, Lier, czyli Kłamca, kłamca (1997, reż. T. Shadyac,  z Jimem Careyem), do którego wracam regularnie. Oczywiście szaleństwo Careya jest warte wszelkich pieniędzy, chociaż pewnie nie jest najłatwiej z nim wytrzymać na co dzień co miała okazję spróbować Renée Zellweger. Film jest poświęcony czarnoskóremu aktorowi Jasonowi Bernardowi, który wkrótce po jego nakręceniu zmarł na atak serca. Miał 58 lat. W Lierze … wcielił się w rolę sędziego, ale przecież to on był inspektorem Marquette, o serialu Five, gdzie grał Caleb Taylor, nie wspominając. 

Natomiast ja mam w tym filmie dwóch faworytów. Jennifer Tilly, klientkę naszego dzielnego adwokata, która całą rolę zagrała od deski do deski, bo nawet na co dzień mówi całkiem innym, normalnym głosem. Jest też znana pokerzystką, zawodową, bo taki zawód ma wpisany do swojego CV. Jej ojciec był chińczykiem, a Jennifer jest znana ze swoich głosowych wyczynów. Na co dzień pracuje w dubbingu i użycza głosu postaciom z filmów animowanych.

I operatorów dźwięku. Tego, który był na planie i nagrał tyle setek i tego, który potem ogarnął post synchrony dialogów. Na planie nie było łatwo, co można dokładnie obejrzeć w trakcie napisów końcowych, w których zamieszczono różne śmieszne momenty (jakby w samym filmie nic śmiesznego już nie było). Oczywiście, całość grana jest w dekoracjach, a sceny w sądzie zgodnie z zasadą są statyczne, ale zawsze pozostaje element nieobliczalny, czyli Jim Carey, który w kolejnych dublach zmienia interpretację a od krzyku do szeptu i z powrotem dzieli go ułamek sekundy. Walcząc z 100%, dźwiękowcy tak nagrali wszystko co wyczyniał nasz mistrz w słynnej scenie w łazience, że nie trzeba było dogrywać żadnych efektów specjalnych. Ciekawe, że od tłuczenia głową w różne sprzęty Carey nie dostał wstrząsu mózgu.


Mój drugi filmowy faworyt z poza gatunku, ale jednak ze scenami sądowymi to Chicago (2002, R. Marshall). Film zdobył aż 6 Oskarów, ale nie jestem jego wielką fanką w całości. Mam mnóstwo zastrzeżeń, przede wszystkim dla większości piosenek nie znaleziono ciekawego wypełnienia obrazem i wtedy długie musicalowe arie ciągną się, zatrzymują akcję, a film upodabnia do wystawienia rewiowego. Mam też kilka scen, które lubię wybitnie i nie występują w żadnej z nich dwie główne gwiazdy Renée Zellweger i Catherina Zeta-Jones.


Przede wszystkim jest to występ Matron Mama Morton, którą to rolę brawurowo gra Queen Lalifah, amerykańska raperka i piosenkarka. Oczywiście w filmie wykonuje piosenkę Mammy, a scena przyniosła jej tak ogromną popularność, że miała za nią nominację do Oskara (przegrała z Zeta-Jones). Oczywiście posypały się propozycje filmowe, a nawet przez kilka lat prowadziła w telewizji własny show.


Druga scena, a raczej cała sekwencje, to sceny w sądzie, które wyjątkowo mogą być statyczne, jednak nie są, a to dzięki Richardowi Gere, który całkowicie mnie zaskoczył swoim wykonaniem sztuki stepu. Aktor ma zresztą solidne przygotowanie muzyczne, bo muzykująca jest cała rodzina. Do stepu niby słuchu muzycznego nie trzeba, ale poczucie rytmu i sprawności fizycznej już tak. Słuch oczywiście też jest potrzebny bo przecież poszczególne, rytmiczne kroczki układają się w swoista melodyjkę. Co odkryli już ludzie pierwotni.


Oczywiście Gere studiował filozofię i dramat, co nie przeszkadzało mu w jednoczesnym prowadzeniu rockowego zespołu. Muzyka grał w Cotton Club (też. F. Coppola, 1984), ale gdy przed Chicago myślałam Gere, to natychmiast miałam w oczach jego rolę w Pretty Woman (1990, reż. G. Marshall). Stamtąd zapamiętał go Marshall i opłacało się. Za role w Chicago Gere dostał Złoty glob.


Natomiast prywatnie Richard Gere to jeden z największych playboyów Hollywood i okolicy. Lista jego miłosnych podbojów jest chyba dłuższa od listy ról. Diana Ross, Barbara Streisand, Priscilla Presley, Kim Basinger, Julia Roberts, Uma Truman to tylko najsmaczniejsze kąski. Aktualnie jest już po drugim rozwodzie. Pierwszą żoną była Cindy Crawford, drugą, partnerka Bonda Carey Lowell. Na pewno nie powiedział w tej dziedzinie ostatniego słowa. Ale skoro tak pięknie stepuje, można je wszystkie zrozumieć.

Close Menu