Studio Sonoria

Boże Nabu strzeż mego najstarszego syna

Boże Nabu strzeż mego najstarszego syna

Tyle znaczy Nabuchodonozor. Dla przyjaciół Nabucco. Dla melomanów tytuł opery Giuseppe Verdiego. W czterech aktach. Premiera odbyła się 9 marca 1842 r. w Mediolanie, w Teatro alla Scala. To była trzecia (Po Oberto i Dniu królowania/Un Giono di regno) opera mistrza i ona przyniosła mu sławę, a kolejne operowe dokonania ją tylko ugruntowywały. Z czasem nawet przyćmiły pamięć o tej, która była pierwsza i od której się wszystko zaczęło. Verdi miał wtedy 29 lat i właśnie tą operą powrócił do twórczości po załamaniu nerwowym spowodowanym śmiercią ukochanej żony, a także ich dwójki maleńkich dzieci.
 

Nabucco (opera, a raczej jej wystawienie) było celem jednego z moich wyjazdu do Verony. Moja włoska przyjaciółka Agnieszka, okazała się „Gabrielą na tyle przebiegłą”, że słynna „Ryszarda III Waza” z Kilera (reż. J.Machulski, 1997) nawet się do niej nie umywa. Wykupiła nam na tę okoliczność regularną wycieczkę z pilotem. Zabrano nas z centrum Triestu mikrobusem i bocznym drogami (autostrady stały martwym lodem z okazji czarnego weekendu czyli masowych powrotów z wakacji) dowieziono na punkt zborny podobnych do naszego pojazdów z szeroko pojętej okolicy. Tam przesiedliśmy się w autokar. Podróż była długa (to dystans ponad 300 km), na szczęście komfortowa i z klimatyzacją, bo w Trieście jak wyjeżdżaliśmy było już 32˚ C, a potem temperatura tylko rosła. Po południu osiągnęła 36˚ C. Autokar został, jak wszystkie pozostałe, na parkingu pod miastem, a my po pół godzinnym marszu dotarliśmy do miejsca, w którym mieliśmy się spotkać po spektaklu.
 

Dlaczego chciało nam się odbywać tak daleką podróż i to nie bacząc na nieprzychylne okoliczności przyrody? W Veronie, począwszy od 1913 r. (poza okresami wojen) odbywa się festiwal operowy pod gołym niebem. Pretekstem do zapoczątkowania tego przedsięwzięcia była 100 rocznica urodzin Verdiego. Przyjeżdżają tu śpiewać największe sławy operowe (w tym roku Placido Domingo z koncertem pieśni hiszpańskich). Zjeżdża też śmietanka towarzyska z całego świata, a na pewno przynajmniej z Włoch i Europy, aby maestrię śpiewaków podziwiać i oklaskiwać. To bardzo popularna rozrywka kulturalna. Rozpoczęto już sprzedaż biletów na przyszły rok! Także w Polsce organizowane są specjalne wycieczki na niektóre spektakle, ale koszt takiej eskapady, uzupełnionej o zwiedzanie Wenecji i dwa dni plażowania to min. 7,3 tys. zł. Niewiele tańsza jest wersja uzupełniona o pobyt w Mediolanie. Za pokój jednoosobowy trzeba dopłacić w obu wersjach, blisko 2 tys.
 

Przez całe wakacje w soboty i w niedziele wystawiane są opery i to w niecodziennych, niesamowitych wprost warunkach. W centrum miasta stoją ruiny starożytnego amfiteatru (Arena di Verona) z I w. n.e. To trzecia co do wielkości po Colosseum w Rzymie i amfiteatrze w Capui tak budowla we Włoszech. Odbywały się tu walki gladiatorów i walki z dzikimi zwierzętami. Początkowo Arena znajdowała się poza miastem. Kiedyś mieściła 30 tys. osób. Teraz, kiedy podczas trzęsień ziemi w 1117 i 1183 r. rozpadła się ostatnia kondygnacja, a spory kawałek zajęto na scenę i jej zaplecze, mieści jakieś 15 tys. Trzęsienia ziemi, na szczęście w Veronie zdarzają się rzadko, ale miasto należy do terenów mających 3 stopień zagrożenia terramoto. Publiczność ma do swojej dyspozycji 44 kamienne rzędy. Dla widowni zarezerwowano także arenę. Co więcej, na arenie miejsca są najdroższe, obowiązują stroje wieczorowe, ale za to jest nawet catering. Nie wiem ile kosztują, ale sądząc po jakości kreacji, nie tanio. Na szczęście są opcje bardziej ekonomiczne: ponumerowane krzesełka, a wreszcie kamienne siedziska zajmowane w kolejności przychodzenia, a raczej sforsowania gościnnych bram wejściowych. 
 

Takie miejsca (30 euro) wykupiła dla nas Agnieszka. Wzięłyśmy też ze sobą poduszki do siedzenia i słusznie. Trzeba było przesiedzieć ok. 5 godzin, kamienie parzyły, a razem z gorącym powietrzem całość przypominała saunę. Uprzedzone przez naszego pilota, pojawiłyśmy się pod amfiteatrem o 19.00, a więc miałyśmy miejsca wysoko , ale vis a vis sceny (podobno wyżej lepiej słychać). Impreza rozpoczęła się kiedy zapadł zmrok, a więc po 20.45. Temperatura niestety nie spadła ani o pół stopnia.
 

Akcja opery (libretto Temistocle Soler) rozgrywa się ok. 587 r. p.n.e. w Jerozolimie i Babilonie. Jest to okres potęgi Babilonu. Powstają wspaniałe fortyfikacje (potrójne mury nad Eufratem), Świątynia Marduka i jeden z siedmiu cudów świata – Wiszące Ogrody Semiramidy (żona króla miała na imię Amytis) zbudowane dla królowej. Babilończycy dominują na Bliskim Wschodzie. Ich król, Nabuchodonozor podbija kolejne tereny w tym Judeę. Ludność żydowską wysiedla do Babilonu. Jest to początek niewoli babilońskiej Żydów. Kilkadziesiąt lat później, Babilon zostaje podbity przez perskiego króla Cyrusa Wielkiego II. On w 538 r. p.n.e. wydał on edykt, na mocy którego nakazał Żydom powrót do Palestyny. 
 

Tyle wiemy z historii. Niewiele zostało z potęgi Babilonu, bo to przecież współczesny Irak. Propaganda Saddama Husajna bardzo mocno wskazywała na Babilon, jako korzenie powstania potęgi irackiego narodu. A potem była wojna iracka i ochrona zabytków, nie była jej najważniejszym celem. To, co zostało, rozkradziono i sprzedano gdzie się dało.
 

Bóg dał królowi Nabuchodonozorowi wielkość i sławę. Cały świat drżał przed jego potęgą. Podbijał ziemię i narody, ale gdy pycha zaczęła go zaślepiać, Bóg odebrał mu wszystko i król został wygnany, zaznał biedy i głodu. Gdy wreszcie poznał swój błąd, powrócił do władzy – napisał w swojej księdze Daniel i jego opowieść jest podstawą literacką opery. Libretto opisuje perypetie sercowe córek króla, walki stronnictw dworskich o wpływy, opozycję możnych i kapłanów w stosunku do władcy. W wyniku tego król popada w obłęd, zostaje wygnany, żyje jak zwierzę, a potem wraca do rozumu i do władzy. 
 

Akcja opery rozgrywa się teoretycznie właśnie w tym czasie, ale jest to tło czy też przenośnia dla przedstawienia wydarzeń bieżących i współczesnej kompozytorowi sytuacji politycznej panującej we Włoszech. Na początku XIX w. Włochy w całości znalazły się pod panowaniem Napoleona. Wolna została tylko Sardynia i Sycylia. Po kongresie wiedeńskim dominująca pozycję uzyskała Austria, a Włochy podzielono na mniejsze włości. W 1832 r. Habsburgowie tłumią kolejne powstanie, ale we Włoszech trwają ruchy zjednoczeniowe, a nastroje są rewolucyjne. Reżyser przeniósł cała operę do współczesności, a więc oglądamy budynek koszar z lat 30. XIX w. i odpowiednio ubrane wojsko. Wystawienie jest monumentalne. Wspaniałe. Solistom i 100 osobowemu chórowi towarzyszy ponad setka statystów, a także 12 koni i powóz. Strzelają XIX wieczne sztucery i armaty. Kiedy wojsko otacza buntowników widzimy stojących w równych odstępach żołnierzy na koronie areny.
 

Mediolańska publiczność rozemocjonowana wspaniałą, momentami podniosłą muzyką, ruszała w XIX w. do akcji. Burzliwe demonstracje spowodowały, że okupacyjne władze austriackie zakazały wystawiania opery. Ten fakt znajduje odniesienie w tegorocznym wystawieniu opery w Veronie. Budynek koszar obraca się i widzimy połowę teatru La scalla. Loże, parter, a także scenę, na której teraz znajdują się bohaterowie dramatu, już w antycznych strojach. Publiczność tej opery w operze stanowi chór i statyści. W takiej scenerii rozbrzmiewa Va, pensiero  (chór więźniów, niewolników) piękna pieśń z trzeciego aktu, która stała się nieoficjalnym hymnem, jednoczących się Włoch. Do dziś jest prawie zawsze bisowana. Tego wieczoru także wykonano ja dwa razy. Ze wzruszeniem słuchałam, jak wraz z chórem śpiewała ją włoska publiczność. Ten chór liczył kilkanaście tysięcy osób. 
 

Podczas złożenia ciał kompozytora i jego drugiej żony (1901 r.) w kaplicy Casa di Riposo per Musicisti, pieśń tą wykonywał 900 osobowy chór La Scalli pod dyrekcją Arturo Toscaniniego i  300 tys. mieszkańców Mediolanu. Pewnie wrażenie było jeszcze bardziej przejmujące. Dom spokojnej starości dla muzyków ufundowany przez kompozytora, nazywany jest teraz Casa Verdi. Va, pensiero to przebój wiecznie zielony, a dla Włochów pieśń, którą śpiewają zawsze w czasie wielkich narodowych uniesień (dla nas takim drugim hymnem zawsze było Boże coś Polskę, albo Rota, a wcześniej Bogurodzica). Jedna z moich koleżanek chciała nawet uświetnić ślub swojej córki wykonaniem tej pieśni. Przetłumaczyłam jej tekst i uznała sama, że może to na taką okazję trochę niestosowne.
 

Wkład Verdiego w walkę o wyzwolenie i zjednoczenie Włoch jest większy. W 1843 r. premierę mają Lombardczycy (l Lombardi Alla Prima Crociata), a w 1845 Joanna d’Arc. Każda z tych oper odczytywana jest jako zagrzewanie do boju. Nie wiadomo tylko, czy był to świadomy plan kompozytora, czy trochę tak wyszło, przynajmniej w przypadku Nabucco.
 

Gromkimi brawami publiczność nagradzała większość wykonywanych melodii, zarówno pieśni solowych, jak i wystąpień chóru. Dopiero tam w Veronie zdałam sobie sprawę, że Nabucco to opera chóralna. Te pieśni są wyjątkowo monumentalne i dominują nad partiami solistów. Podobnie napisane są dwie młodzieńcze opery, których poza ojczyzną kompozytora właściwie się nie wystawia. Dopiero w późniejszej twórczości, powstają arie solowe które pamiętamy. Bo czy ktoś jest w stanie zanucić jakąś arię z Nabucco? Całością przedstawienia dyrygował Daniel Oren. Był także polski, bardzo znaczący akcent: w roli Zaccaria wystąpił polski bas Rafał Siwek. Opera była wystawiana tego lata kilkakrotnie. Ponadto śpiewak kreował jedną z mniejszych partii w Aidzie, a więc całe lato spędził w Veronie. 
 

Tajemnicą starożytnych budowniczych jest akustyka takich obiektów jak amfiteatr w Veronie. To, że słychać ogromny chór czy symfoniczną orkiestrę jest właściwie naturalne. Ale przecież na scenie występują soliści i takiego samotnego człowieka także słychać we wszystkich punktach areny, nawet na jej koronie. Jedna z moich znajomych dawno temu była na wycieczce w Grecji z Tadeuszem Fijewskim. Kiedy zwiedzali amfiteatr w Atenach aktor stanął na scenie i niezbyt głośno zaczął deklamować. Nie tylko był świetnie słyszalny, ale także zrozumiałe było każde słowo. Ale teatr był pusty. Jak chytrze rozmieszczono elementy odbijające, że nie utracono walorów akustycznych także wtedy, gdy wokół areny, a także na jej płycie zasiadło tysiące widzów, którzy z wystawianej opery nie chcieli uronić ni nuty? 


W operze włoskiej nie ma elementów baletowych. Balet to inny spektakl i jak kto lubi idzie do teatru na sam balet. Nas oczywiście może to dziwić, szczególnie, że wizytówką najważniejszych polskich oper są widowiskowe mazury. Natomiast wystawieniom towarzyszy świetny ruch sceniczny. I to co mnie całkowicie zaskoczyło: inscenizowana jest już uwertura. W przypadku tak ogromnej sceny i przestrzeni do zagospodarowania, obserwowaliśmy przemarsze wojsk, oddziały powstańców, a nawet szarże konne i regularne bitwy. Życzliwie najpierw lektor, a potem napisy po włosku i po angielsku przestrzegały przed głośnymi strzałami i wybuchami. Na tych samych wielkich ekranach wyświetlano cały czas włoski i angielski tekst partii śpiewanych.
 

Spektakl skończył się już po północy. Z miejsca zbiórki pod Gran Guardian do autokaru wyruszyliśmy o 0.30. Tym razem podróżowaliśmy autostradami z jedną przerwą na toaletę, odświeżenie i butelki z zimna wodą i drugą na przesiadkę do mikrobusów. Do Triestu dotarłyśmy ok. 4 rano. Jeszcze tylko taksówka i byłyśmy w domu. Nic dziwnego, że pełne wrażeń spałyśmy do południa.

Close Menu