Portret podwójny 2. Beksiński

Portret podwójny 2. Beksiński

Rodzina Beksińskich stała się powszechnie znana po samobójstwie Tomasza, a potem kiedy zginął zamordowany jego ojciec, malarz Zdzisław.  Znany był na świecie i wśród miłośników oraz kolekcjonerów malarstwa. Pewnie dla szarych ludzi wcześniej nazwisko to nic nie mówiło. W zeszłym roku powstał film Ostatnia rodzina (reż.J.P.Matuszyński, 2016) i wszystko ożyło na nowo, lub dotarło do tych, którzy nigdy bliżej się z tą rodziną nie zetknęli. Powstał obraz sugestywny i znacznie łatwiejszy w odbiorze, niż prasowe skrawki, migające w Internecie plastyczne dzieła, czy ulotna pamięć radiowych audycji muzycznych. 

Z obrazami Beksińskiego zetknęłam się świadomie na początku lat 90. Zrobiły na mnie wrażenie, ale nie miałam ochoty, aby je ponownie oglądać. Nie chciałabym, aby towarzyszyły mi na co dzień. Zieje z nich depresją i beznadziejnością. Wcześniej widziałam kilka prac, a nawet wydawało mi się, że znajduję analogię pomiędzy filmami Piotra Szulkina, a tym co one przedstawiają. Tylko, że filmy Piotra zawsze bardzo mnie inspirowały i z radością wspomagałam jego wizje, mimo, że jego świat bywał beznadziejny, pokiereszowany i poraniony. Rozumiałam i przyjmowałam za własne, ich przesłanie w czasach komunizmu i ciemnych latach stanu wojennego. W nich była nadzieja, której u Beksińskiego nie umiałam znaleźć. Taka depresja dla depresji, bez sensu i pomysłu co można by zmienić. Dlaczego tak właśnie artysta przedstawia świat i życie. Może swój świat i swoje życie?

Zdzisław Beksiński to sanocka burżuazja, dom zasobny i z tradycjami. Małżeństwo rodziców jest nieudane, jest jedynym dzieckiem, co w czasach przedwojennych zdarzało się rzadko i późno urodzonym. Jest skryty i wrażliwy. Nie dzieli się z rodzicami swoimi lękami czy zmorami jak je nazywa. Jest odludkiem. Koledzy odpłacają mu obojętnością. Dużo czyta i rysuje. Wcześnie zaczyna fotografować, Fascynuje go technika, uczy się rysunku. Chce być reżyserem, ale zgodnie z wolą ojca studiuje architekturę. Architektem był dziadek, ojciec nie dostał się na architekturę, został inżynierem geometrą. Był mrocznym człowiekiem, ale przez syna kochanym, bardziej niż matka. Ojciec jest schorowany i uważa, że syn musi zdobyć dobry, pewny zawód, bo po jego śmierci, ktoś musi opiekować się i zapewnić byt matce. Tak się zresztą staje. 

Studiując, Zdzisław nie przestaje rysować, ale pod wpływem wystawy sztuki nowoczesnej zmienia swoje myślenie o sztuce. Na uczelni prawie się nie odzywa, ale ma kolegów, tylko, że bardzo się od nich różni. Studia kończy. Podejmuje pracę zgodnie z nakazem pracy, ale potem, wraca do Sanoka. Jakiś czas po 4 godziny dziennie zajmuje się projektowaniem autobusów (SAN), wynosi z firmy cynę potrzebna do prac plastycznych, a gdy tylko to staje się możliwe z e stałej pracy rezygnuje. Od 1967 nie pracuje już nigdy, skupia się na własnej twórczości. Wcześniej poza pracą zajmuje się wyłącznie swoimi plastycznymi pasjami. Jest skoncentrowany na sobie.

 
W przyszłej żonie zakochuje się szaleńczo, w czasie studiów (tak to opisuje szwagier), ale nie ma w stosunku do niej odruchów opiekuńczych. To ona przez całe życie będzie mu służyć i pomagać, aby rozwijał swój talent. Po ślubie ona przejmuje opiekę nad teściową i ona zajmuje się domem, oszczędza, szyje, robi na drutach. Kiedy dom tego wymaga porzuca pracę zawodową, bo ktoś domem zajmować się musi.  Zdzisław nie chce mieć dzieci, ale jest zakochany w Tomku, kiedy się rodzi (1958).  Nie zajmuje się jego wychowaniem. Liczy, że będzie miał kumpla do swoich zainteresowań.

Fotografuje, prowadzi dziennik foniczny, potem video dziennik, tworzy reliefy, rzeźby a wreszcie maluje. Fotografie przedstawiają ludzkie postacie skulone, przestraszone, wycofane, zniewolone, owinięte sznurkami. Ich ciała są zdeformowane lub widać tylko ich fragmenty. Nagą modelką jest żona, która cierpliwie znosi te niecodzienne pozowanie. Dziwne są to prace. Potem ta sama tematyka pojawia się w rzeźbach i malarstwie. Dołącza erotyzm. Połączenie sadyzmu i masochizmu, jak sam mówi. Jakby się pastwił nad swoimi postaciami. Pierwszy okres malarstwa, jest pełen symboli, tajemniczych treści i katastroficznej, pełnej grozy atmosfery. Beksiński podczas tworzenia obrazów słucha muzyki. Muzyka jest różna. Z czasem staje się fanatycznym zbieraczem płyt. Dużo jest muzyki poważnej.  W latach 90. Beksiński oddalał się od fantastyki, tajemniczych treści, pełnej grozy atmosfery, którymi były przepełnione jego wczesne obrazy. Nie mniej nie porzuca pesymistycznych, mrocznych treści. Największe wrażenie robi na mnie motyw katedry i przeżyłam szok, gdy odkryłam go w inspiracjach Tomka Bagińskiego (Katedra), który tworzył swój pierwszy film pod takim właśnie tytułem.  Lubię Człowieka z trąbką, bo ma w sobie jakąś tajemnicę, a więc może i światełko w tunelu.

Zdzisław pracuje jak szaleniec. Wyznacza sobie cele, które z konsekwencją realizuje. Niechętnie wychodzi z domu, panicznie boi się podróży i wszelkich niespodziewanych wydarzeń. Nerwica objawia się rozstrojem żołądka, atakami wątroby, dusznościami, migreną  i nie wiadomo juz czym. Wiecznie ma jakieś fobie. Najchętniej ze wszystkiego by rezygnował. Jest spokojny, jeżeli ma stały dostęp do łazienki. Dużo czyta i pisze. Listy, ale przez chwilę także opowiadania. Listy, to forma kontaktu ze światem zewnętrznym. Nieliczni są w stanie spełnić jego korespondencyjne oczekiwania. Grupa ludzi z którymi utrzymuje kontakty w rzeczywistości jest bardzo niewielka. Właściwie cała rodzina jest jakby od świata osobna, skazana na siebie i zamknięta. Siłą rzeczy wszyscy uczestniczą w fascynacjach Zdzisława, jego świecie i tym co przedstawia w swoich pracach. To z gruntu nie jest zdrowy układ. Nie liczy się z ludźmi. Bezceremonialnie dopomina się pomocy, przede wszystkim zakupów i dostarczania materiałów plastycznych, ale także ulubionych produktów czy obiektów aktualnej fascynacji (płyty, sprzęt audiofilski). Wysyła szczegółowe instrukcje jak co należy zabezpieczyć czy pakować. Płaci za wszystko natychmiast. Nic dziwnego, że na inne rzeczy brakuje pieniędzy. Dopiero w latach 70. W domu pojawi się nadmiar wszystkiego. Także pracy dla Zdzisława. Od tego czasu najważniejsze będą zapasy. Pieniędzy, jedzenia, materiałów malarskich, wody. Kolejna obsesja. Jest pedantem, ale dom żyje w wiecznym chaosie i rozgardiaszu. Najpierw mieszka z nimi jedna, a potem obie babcie. Trudno się dziwić, że Beksiński uważany jest za dziwaka. I cały dom jest dziwny. W tym wszystkim wychowuje się dziecko. Może Tomasz byłby inny, gdyby jego dzieciństwo było bardziej uporządkowane i podobne do życia rówieśników. Może wtedy ład i zewnętrzny porządek pomógł by uporządkować i jego skołatana głowę. Niewątpliwie nastąpiła jakaś eskalacją, coś zadziałało jak katalizator, który tak strasznie powykręcał jego psychikę. Ostatnio rozmawiałam o książce (Beksińscy portret podwójny. Magdalena Grzebałtowska) z moją szwedzką koleżanką. Powiedziała, ze po tej książce nie ma siły ani oglądać filmu ani tym bardziej patrzeć na te beznadziejnie depresyjne obrazy. Ja przyjęłam odwrotna kolejność, ale film mnie zdołował, a książka psychicznie przybiła.


Na pewno wychowując swoje dzieci popełniamy wiele błędów. Na pewno w ogóle kierując własnym życiem błądzimy. Poprawiamy się, zmieniamy koncepcję, próbujemy wyciągać wnioski. Czasem jednak następuje taka kumulacja i taki klincz, że z boku widać iż tworzy się sytuacja, dla której nie można znaleźć dobrego rozwiązania. Wszystkie będą złe, albo tragiczne. Tak się stało w rodzinie Państwa Beksińskich. Pozostaje mieć nadzieję, że to Ostatnia (taka) rodzina, chociaż nie bardzo w to wierzę. Pewnie z boku widać lepiej, a kiedy człowiek jest w centrum wydarzeń, to nie zauważa, ze jego łódź pędzi prosto na skały.