Czerwone gitary

Jako współtwórcy zespołu Czerwone Gitary, jego repertuaru oraz renomy, zwracamy się z apelem… do Ciebie, Jurku, o zaprzestanie posługiwania się w Waszej działalności nazwą Czerwone Gitary. To ostatnia chwila, by przeciwstawić się całkowitemu rozmyciu tego, co w świadomości społecznej pozostało po zespole Czerwone Gitary. To apel, jaki całkiem niedawno, pojawił się na stronie internetowej Seweryna Krajewskiego. Pod apelem podpisany jest także Bernard Dornowski (w zespole od 1965 – 1999), były członek zespołu, z którym Seweryn Krajewski niedawno się pogodził i z jego udziałem próbuje wzmocnić swój, kolejny już, apel. 


Zespół powstał w 1965 r., w składzie Bernard Dornowski, Jerzy Kossela, Krzysztof Klenczon, Jerzy Skrzypczyk i  Henryk Zomerski. Liderem był Jerzy Kossela, który odszedł po dwóch latach. Zastąpił go wtedy Krzysztof Klenczon. Seweryna Krajewskiego nie było wśród założycieli zespołu. Dołączył blisko rok później zajmując miejsce Zomerskiego, który zrezygnował. Faktem jest, że pierwszy wielki sukces Czerwone Gitary osiągnęły już bez Kosseli, za to z Krajewskim. 


W maju 1967 r. wydano płytę Czerwone Gitary 2, a rok później Czerwone Gitary 3. Obie płyty rozeszły się w ponad 200 tys. nakładzie. W 1967 r. Seweryn Krajewski na Festiwalu w Opolu otrzymał od PSJ nagrodę za debiut. Na kolejnym festiwalu wyróżniono Takie ładne oczy, na następnym główną nagrodę dostała piosenka Biały krzyż. W 1970 r. odszedł z grupy Krzysztof Klenczon i wtedy dopiero liderem został Seweryn Krajewski, który prowadził zespół do 1997 r. Po odejściu lidera, nie zmieniono też nazwy.


Niewątpliwie zespół jest identyfikowany z Sewerynem Krajewskim, ale trudno mówić, że to jest jego zespół. Co więcej, miał on swoją własną karierę i historię. Zespół w tej części jego działalności nie uczestniczył, ani jej nie firmował. W historii zespołu można wymienić ponad 20 nazwisk muzyków, którzy z grupą współpracowali. Jerzy Kossela, wracał dwukrotnie i ostatecznie zrezygnował z występów w 2015 r. Po odejściu Krajewskiego do 2011 r. w zespole grał ponownie Henryk Zomerski. W latach 70. występowali Dominik Konrad, Ryszard Kaczmarek i Jan Pospieszalski. Z powodu zmian w składzie, zespół nie zmieniał każdorazowo swojej nazwy. Rzeczywiście, obecnie w Czerwonych Gitarach, z historycznego, pierwszego, składu gra jedynie Jerzy Skrzypczyk, ale od odejścia Seweryna Krajewskiego minęło już 20 lat, a więc i skład się dalej zmieniał i to wielokrotnie.


Do końca lat 70. Czerwone Gitary święciły triumfy i wydawały płyty. W latach 80. zespół koncertował głównie za granicą, a do Polski powrócił w 1991 r. i hucznie obchodził 25 lecie. Krajewski odszedł z zespołu na własną prośbę, pozostawiając kolegów, który kontynuowali działanie i linię repertuarową. Już bez niego wydano płytę Jeszcze gra muzyka, pierwszą po 24 latach, a  w 2005 r. z okazji 40 lecia zespołu kolejną Senny szept, która święciła tryumfy na Festiwalu Jedynki w Sopocie. Faktycznie Czerwone Gitary wciąż grają i wydają kolejne płyty, już bez Seweryna Krajewskiego. Niedługo zespół będzie można usłyszeć i zobaczyć w Chałupach, Dębnie, Mrągowie… Publiczność przychodzi słuchać ich, a sylwetka byłego lidera odchodzi w zapomnienie, szczególnie, że wyjechał z Polski i w żaden sposób nie udziela się publicznie i artystycznie. Nie jest mu więc nazwa potrzebna, a gdyby byłby to także całkiem nowy skład (może z Dornowskim) i podporządkowany jego kompozycjom repertuar, a Czerwone Gitary to piosenki wszystkich członków zespołu, którzy chcieli je pisać.


Adresatem apelu są członkowie obecnego składu Czerwonych Gitar czyli Arkadiusz Wiśniewski, Mieczysław Wądołowski i Dariusz Olszewski, a przede wszystkim Jurek, czyli Jerzy Skrzypczyk, który po latach waśni i procesów sądowych wokół nazwy zespołu, otrzymał od sądu prawo, aby zespół pod taka nazwą nadal prowadzić. Dla niego sprawa jest zamknięta i nie rozumie o czym mógł by jeszcze z Sewerynem Krajewskim rozmawiać. No właśnie.


Nazwa grupy artystycznej może być traktowana jako pewnego rodzaju znak towarowy, czy nazwa firmowa (ang. brand name). Można też traktować ją jako znak usługowy (ang. service mark), czyli nazwę sugerującą pewne usługi, a nie znak konkretnego produktu, czy osoby. Cytując za Wikipedią: znak towarowy to prawnie chroniony, niepowtarzalny element, skutecznie odróżniający go od produktów lub usług konkurencyjnych. Za taki znak można uznać Filharmonię Narodową, Zespół Pieśni i Tańca Mazowsze, czy Teatr Polonia (kojarzy się z Krystyną Jandą, ale można sobie wyobrazić, że sprzedaje ona teatr z nazwą, zespołem i repertuarem, tym bardziej, że nazwę przejęto po kinie, które się mieściło w tym miejscu). Oznacza to, że w przypadku Czerwonych Gitar, gwarantowany jest pewien typ muzyki, repertuar i poziom wykonania, a nie obecność konkretnych osób.


Nazwa zespołu jest dobrem osobistym wszystkich członków zespołu. W pewnych sytuacjach, gdy nazwa jest już dobrze kojarzona z daną formacją i jest rodzajem informacji o konkretnej jakości muzycznej, zgodnie z prawem obowiązującym w USA, może nastąpić jej zarejestrowanie, jako znaku towarowego. W ten sposób uzasadniono przyznanie ochrony patentowej nazwie i znakowi graficznemu grupy ABBA, który zresztą powstał z pierwszych liter imion członków grupy, a więc jest w pewien sposób unikatowy. 


Na gruncie prawa polskiego można wystąpić do biura patentowego o ochronę znaku towarowego (graficznego), tożsamego z pseudonimem lub nazwą zespołu artystycznego, natomiast sama nazwa nie może być chroniona patentem. Tytułów, a więc i nazw nie chroni także prawo autorskie. Wyjątek stanowi tytuł (lub nazwa) mocny. Do takich należy Ferdydurke (W. Gombrowicz), Kubuś Puchatek (A.A. Milne), Fizia (Pipi) Pończoszarka (A. Lindgren), ale także nazwa mojej firmy – Sonoria. Tytuły i nazwy określane jako mocne, noszą w sobie cechy utworu, a jeżeli udowodnimy, że wyczerpują katalog cech niezbędnych do uznania za utwór, przysługuje im także ochrona prawem autorskim. „Czerwone gitary” – nie są nazwą mocną, podobnie jak „Czarna rzeka”, a nawet „Tęgie chłopy”. Problem jest skomplikowany, a rozstrzygnięć należy poszukiwać przynajmniej w kilku różnych ustawach. Przede wszystkim w: Ustawie prawo własności przemysłowejUstawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (patrz powyżej) i Ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.


Jeżeli pod ochronę zgłasza się kilka osób, które zamierzają korzystać ze znaku wspólnie, powstaje regulamin, określający zasady, na jakich będzie się to działo. Jak pisze w swojej książce Piotr Piesiewicz (Utwór muzyczny i jego twórca): Najlepszym rozwiązaniem, byłoby dokładne uregulowanie zasad korzystania z nazwy, przez członków zespołu, już w momencie, gdy zespół powstaje, ale w Polsce nie jest to praktykowane. W odpowiednio zawartej umowie, można przewidzieć najbardziej typowe sytuacje i odpowiednie zasady postępowania:

  • po odejściu nawet jednej osoby nazwa przestaje być używana,
  • przy podziale grupy nazwę zachowuje liczebna większość,
  • do nazwy ma prawo autor repertuaru, bez względu na skład osobowy zespołu,
  • nazwa jest przypisana do front man’a (najczęściej wokalisty).


Problemy pojawiają się zawsze przy zmianie skład zespołu (dotyczy to także firm tworzonych przez kilku wspólników), lub kiedy ktoś z grupy odchodzi. Sprawa jest prosta, gdy nazwa kojarzona jest z konkretną osobą (Andrzej i ElizaBanda i Wanda, ale już nie koniecznie 2+1). W innych przypadkach o tym, komu nazwa ma przysługiwać, powinno decydować: wniesienie największego wkładu pracy twórczej, ale także okoliczności. Zwłaszcza fakt, że po zmianie składu pozostaje grupa mogąca kontynuować pracę na podobnym poziomie artystycznym, w nie odbiegającym od poprzedniego stylu. Osoba lidera, lub nazwa instytucji, jest gwarantem, że charakter firmy (zespołu) nie ulegnie zmianie. 


Przypadek Czerwonych Gitar, wydaje się znamienny, bo konflikt trwa od lat. Seweryn Krajewski, odchodząc z zespołu, chciał zabronić grupie dalszych występów pod nazwą Czerwone Gitary. Sąd, zgodnie ze stanem faktycznym uznał, że: Krajewski nie był twórcą zespołu, założyli go muzycy, którzy tworzą dziś trzon Czerwonych gitar. Nazwa zespołu jest dobrem wszystkich jego członków, jeśli nie ma stosownej umowy, jak tutaj (Piotr Piesiewicz. Utwór muzyczny i jego twórca). Na tej samej zasadzie, mimo odejścia Zbigniewa Hołdysa, koncertuje zespół Perfect. Także, po śmierci Mercuriego, powróciła pod starą nazwą grupa Queen. W Polsce, głośny był też spór o nazwę zespołu Pectus.


Seweryn Krajewski, w swoim apelu, za przykład podaje The Beatles. Twierdzi, że po rozpadzie grupy jej muzycy zachowali się honorowo, bo występując oddzielnie, nie używali nazwy legendarnego zespołu. Nie do końca tak było. Były negocjacje i umowy, ustalające ich wzajemne relacje. The Beatles zespół rozwiązali (wcześniej, przed 1960 The Quarry Men), ale po 1970 r., każdy z nich rozpoczął własną, solowa karierę i występował już pod własnym, nowym szyldem (P. McCartney – Wings,  R. Star – All-Starr Band).