Czego chce koza?

Wyjazdy do Włoch, ożywiają moje dociekania lingwistyczne. Kiedy wokół wszyscy mówią w nieznanym języku, słuchamy uważniej i jakby detaliczniej, wychwytując słowa brzmiące po polsku, albo jakoś bardziej swojsko. Szczególnie skupiają moją uwagę sformułowania, które powtarzają się często. 


Takim słowem, w języku włoskim, jest „koza”. Wreszcie zaczęłam się dopytywać, skąd taka hodowla kóz, których w realu raczej nie uświadczysz? Słowo musi być ważne, a nawet wielojęzyczne, bo po hiszpańsku ilość kóz jest niepokojąco podobna, co w piosence, stylizowanej na bossa novę, uwiecznił kiedyś mistrz W. Młynarski:


Koza u rena,
Krechę ma u rena koza,
Ren ma ranne ramię, koza – guza 
i nic poza guzem, ze wzgórz ta koza!
Denna morena,
Drobne skalne z nią precjoza
Spadły na lapońskie ranczo, 
tam, gdzie amoroso, prozą szeptał ren z kozą.
I szpera ta koza i szpera ta koza po ranczo,
Szperanie to domena kóz,
Jedyna jodyny w krąg aura  
Jodynę całą wciera…


W obu językach cosa (koza) oznacza przede wszystkim rzecz (inna możliwość to roba), ale także co? (wtedy ze znakiem zapytania). Cosa che ! lub ? Oznacza coś takiego! niesłychane! ale także co mówisz? czego chcesz? i co? stąd moje tłumaczenie Czego chce koza? a może lepiej Czego chcesz kozo? wydaje się bliskie idei tego idiomu.


We włoskim lub jego tłumaczeniach na polski, pojawia się zwierząt więcej:
cura (kura) – oznacza kurację,
rana – żabę (tak jak po łacinie),
Leon – lwa,


Cervo (czerwo) to jeleń, a duży jeleń to czerwone (cervone). Dlatego malarz o imieniu Giorgio, który był pokaźnego wzrostu, przeszedł do historii jako Gorgione.


Jak zwierzęta, to obowiązkowo musi być ogon. Ogon po włosku to coda (koda), co niezwykle dziwi muzyków, bo dla nas, obeznanych, jakby się wydawało z włoskim od muzycznego dzieciństwa, coda ma znaczenie oczywiste. Kończy utwór. Jest paradna, elegancka, efektowna, czyli królewska. No właśnie. 


Natomiast coda to także ulubiona przez moich gospodarzy potrawa. Makaron z sosem mięsnym, zrobionym na bazie wołowych ogonów. Naprawdę pyszności, ale kiedy oznajmiono mi, że na obiad będzie koda, byłam mocno zdziwiona i zaciekawiona. No i zaniepokojona oczywiście. Czyżby mieli zamiar zaserwować jakieś ścinki partytur?


Koda za zwyczaj łączy się z fermatą, co muzycy tłumaczą sobie, jako zwolnienie, zatrzymanie. I rzeczywiście po włosku fermata to przystanek np. autobusowy, ale mówiąc fermata wśród włoskich muzyków, wprawiamy ich w lekkie zdziwienie. Oni w takich przypadkach używają słowa corona (korona).


Muzyk obcokrajowiec, we Włoszech, co chwila odkrywa, jak bardzo inaczej znane mu słowa układają się w potocznej mowie i co innego w tych kontekstach znaczą. Bravo, brava, powtarza się często, a odmiana wskazuje, że jest to przymiotnik: dobry, dobra (świetny, znakomity). A my nagradzamy tych dobrych brawami, czyli dobrocią. Kiedy usmażyłam zwykłe polskie naleśniki, nasz pan domu powiedział do mnie brava Mania! (to taka moja włoska ksywka) i dodał jeszcze, że jak kiedyś zrobiłam kotlety mielone i to byłam bravissima.


Moje ulubione słowo z muzycznego słownika to largo. Tempo powolne, często druga część formy sonatowej, albo samodzielny utwór. Largo G.F. Haendla z opery Xerxes zna każdy, chociaż nie zawsze o tym wie. Jego odmianą jest Larghetto, co wiadomo z obu (e – moll i f – moll) Koncertów fortepianowych F. Chopina. Po włosku: szeroko, po hiszpańsku: długi. Można wybierać. Ja zawsze wybieram taki plac w centrum Triestu. Kształtem przypomina łódkę, trochę jak Plac Narutowicza w Warszawie. To jest właśnie prawdziwe Largo. Tak to miejsce nazywają tubylcy.


Moderato to w muzyce tempo umiarkowane, średnie. Po włosku oznacza też rozsądny, powściągliwy i niestety także mierny. Moderare to pogodzić się, załagodzić, pośredniczyć, hamować, powstrzymywać. Moderatore (moderator), w języku polskim to ktoś, kto przewodniczy, ale też organizuje, dynamizuje i koordynuje np. dyskusję, za to po włosku to w prawdzie przewodniczący, ale i spowalniacz.


Jest jeszcze presto i muzykom wiadomo, że grać trzeba szybciutko, a nawet prędzej. Co na to Włosi? Oczywiście szybko także, ale jeszcze: wcześnie, wkrótce, niedługo, zaraz, rano, powierzchownie. Ocean możliwości. Można na pożegnanie rzucić też: A presto, czyli do zobaczenia, na razie i oczywiście niebawem.


Fuga, jak wiadomo to ucieczka. Barokowy utwór, w którym głosy gonią się wzajemnie. Włosi dokładają jeszcze więcej znaczeń. To przeciek, dziura, ulotnić się (czyli uciec), emigracja i najdziwniej – apartament. Ciekawe jak ma się to do fugowania glazury?


Słowo mezzo (meco) w muzyce rozumiane jest jako pół, trochę, nie całkiem, czyli nieco. Mezzo fortemezzo pianomezzosopran. Po włosku to także środek transportu, półrocze, przyrodni, część, sposób, a nawet osoba półprzytomna. Mezza, mezzo pojawia się w wielu idiomach i wtedy oznacza także przekłamanie, półprawdę.


Popularna sordynka, tłumik nakładany na instrumenty smyczkowe (con sordino), pochodzi od sordo – głuchy, niesłyszący, ale także drewniany, bez wyrazu, oschły, nieprzyjemny i tępy. A ja tak lubię kwintet grający z sordynkami (sardynkami, ale to już środowiskowa interpretacja) i piękny temat muzyczny W. Kilara, który powstał do filmu Pan Tadeusz (reż. A. Wajda, 1999) i K. Kolbergera który deklamuje:


Był gaj z rzadka zarosły, wysłany murawą; 
Po jej kobiercach, na wskroś białych pniów brzozowych, 
Pod namiotem obwisłych gałęzi majowych, 
Snuło się mnóstwo kształtów, których dziwne ruchy, 
Niby tańce, i dziwny ubiór: istne duchy 
Błądzące po księżycu. Tamci w czarnych, ciasnych, 
Ci w długich, rozpuszczonych szatach, jak śnieg jasnych; 
Tamten pod kapeluszem jak obręcz szerokim, 
Ten z gołą głową; inni, jak gdyby obłokiem.


Instrumenty z sordynkami brzmią piano, czyli cicho. To także popularne włoskie słowo. Nic dziwnego, bo oznacza mnóstwo rzeczy i sytuacji: powoli, spokojnie, płasko, równo, ostrożnie. To także piętro, kondygnacja, płaszczyzna, wymiar, plan, program. Od tego słowa swoją nazwę wywodzi fortepian. 


Fortepian pojawił się na przełomie XVII i XVIII w. jako piano e forte. Za jego konstruktora uważa się B. Cristoforiego, a pierwszy działający instrument zaprezentowano w 1709 r.. Pełna nazwa to clavicembalo col piano e forte, albo hammerklavier. Konstruktor wzorował się na klawikordzie, dzięki temu mamy dynamikę, ale korzystając z konstrukcji klawesynu osiągnął głośność, która dawała możliwości koncertowe i te aktywa instrumentu uwieczniono we włoskiej nazwie. Praktyczni Niemcy zauważyli przede wszystkim mechanizm młotkowy. Odmianą fortepianu jest skonstruowane w 1811 r. przez J.I. Hawkinsa pianino. Instrument jest mniejszy i cichszy. I znowu nazwa oddaje najważniejszą cechę. Nie hałasuje.


Staccato gramy krótkimi, urywanymi nutami. Po włosku to także oderwanyodłączony, ale również odwiązany czy, jak guzik urwany. Przeciwieństwem jest legato – połączonyzwiązany, ale także następstwodziedziczenie i doświadczenie. Papieski łącznik to legat. Mówimy legato, określając wzajemne przywiązanie do siebie osób i kiedy dwie osoby lub rzeczy znakomicie do siebie pasują. W muzyce używamy też słowa portato, co oznacza rozdzielanie dźwięków, ale bez zrywania, czy skracania. Włoscy muzycy mówią non legato, bo portato to implikacja, konsekwencja, pochyłość, uzdolnienie, ale także owoc i poród. Bliskie słowo to także portare. Oznacza nosić, prowadzić, rozwozić, dźwigać, a także ołów. No wiadomo – ciężki. Od tego pochodzi aportować (psy) i portatywny, czyli przenośny jak mówimy o naszym sprzęcie, a lubię to słowo, bo portatywny był podobno ważący blisko 40 kg rekorder Perfectona, na taśmę magnetyczną 35 mm.


Sonata to popularna forma muzyczna. Po włosku także, ale słowo to w języku potocznym może oznaczać brzęczenie, powtarzające się brzęki i chaotyczne dźwięki, a także ich zbiór. Pochodzi od słowa granie (początkowo wyraz brzmiał słonata) i może oznaczać też kogoś stukniętego, nakręconego, nieprzewidywalnego.


Mamy też concerto grosso, a nazwa utworu oznacza, że był duży, obszerny, wielki, a więc poważny. W znaczeniu pozamuzycznym grosso to gruby, tłusty, duży, gęsty. Na szczęście także wybitny, ważny, znaczący, totalny lub po prostu wysoki.


Jak o grubości mowa to warto sięgnąć do deserów. Najbardziej znany włoski specjał to Tiramisu. To nazwa z kluczem: tira mi su i idiom wytrych: pociągnij mnie do góry, podnieś mnie na duchu, pomóż mi się podnieść. A jeśli się kolejność słów się zamieni? Daje to kolejne możliwości: Mi tira su – to pocieszające, podniósł mnie, naprawdę mi pomaga, poprawia mi humor lub nastrój, zatrzymam dla siebie. Jakby nie tłumaczyć wszystko jest jasne, a deser obłędny. Najlepiej smakuje z niewielkiego pudełeczka, jak od lodów, kupiony w sieci MK, czyli miejscowej Biedronce. 


I jeszcze batuta, cienka pałeczka, którą posługuje się dyrygent prowadząc orkiestrę. Jej wynalazcą jest F. Mendelsohn-Bartholdy, a za materiał posłużyły mu pałki perkusyjne. Wcześniej dyrygowano stukając laską dyrygencką o podłogę, co stało się przyczyną śmierci J.B. Lully, który uderzył się laską w palec od nogi i zmarł z powodu gangreny. Od niej pochodzi laska marszałkowska w sejmie i buława wojskowego kapelmistrza. Włoska batuta to bachetta, a słowo battuta oznacza uderzenie, takt, bicie, tętnienie, ale także żart, grę słów lub ciętą ripostę. 


Jest jeszcze batut, urządzenie sportowe, rodzaj trampoliny, sprężynująca siatka dla akrobatów. To słowo także ma włoski rodowód, ten sam co batuta, ale Włosi mówią na ten przyrząd trampolino elastico. Prawda, że pięknie.