Studio Sonoria

Wiosna w Krakowie

Wiosna w Krakowie

Moją tegoroczną wiosnę zdominowało jedno spektakularne wydarzenie: Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie (14-21.05.2019). Byłam na nim po raz pierwszy i pozostaje mi mieć nadzieję, że przy kolejnych edycjach, będą o mnie pamiętać organizatorzy (tak jak obiecali). Był to czas cudowny. Pogoda nas rozpieszczała. Moc atrakcji i wydarzeń przytłaczała. A możliwość spacerów po Starym Krakowie (na początek trasa pomiędzy hotelem, a Krzysztoforami) bezcenna. Ten Festiwal to wydarzenie w polskiej skali niezwykłe. Organizowane z rozmachem, ale przede wszystkim z ogromnym profesjonalizmem i co najważniejsze utrwalonym od lat sukcesem, co pozwala wierzyć, że tak będzie już zawsze.

Bywając na różnych polskich festiwalach filmowych, mam zawsze wrażenie pewnej zaściankowości. Faktem jest, że nigdy nie byliśmy filmową potęgą. Nigdy nie produkowaliśmy najwięcej filmów na świecie (jak np. Francja do I wojny światowej, kiedy 60% repertuaru nawet w amerykańskich kinach stanowiły filmy francuskie). Nigdy nie były to filmy najgłośniejsze, najbardziej oglądane, zarabiające dla swych producentów fortuny. Czasami polskie filmy zdobywają laury wielkich festiwali, czy oskarowe zaszczyty, ale nigdzie nie dominujemy, przebijają się nieliczni (J. Kawalerowicz, A. Wajda, K. Zanussi, K. Kieślowski, J. Skolimwski, P. Pawlikowski…) i nie oznacza to mistrzostwa świata wszech wag, a raczej wyróżnienie w jednej z nich, zauważalne dla profesjonalistów i wąskie grono miłośników kina.

Podobnie jest w poszczególnych filmowych specjalnościach. Na świecie znane są pojedyncze nazwiska, a sukcesy międzynarodowe czasem są także splotem szczęśliwych przypadków czy zbiegów okoliczności. Najczęściej największy nawet jednostkowy sukces nie ma już swojej kontynuacji i nieprzerwanego pasma międzynarodowych sukcesów. Dobrze, jeżeli pozwoli funkcjonować na międzynarodowym (przede wszystkim amerykańskim) rynku filmowym. Jak na tym tle wypadają polscy kompozytorzy muzyki filmowej? W światowej świadomości pozostaje także tylko kilka nazwisk.


Na pewno Krzysztof Komeda Trzciński i wiele osób wierzy (w tym ja), że gdyby nie przedwczesna śmierć zrobiłby międzynarodową karierę. Szczególnie, że z Romanem Polańskim byli nierozłączni, a ich wspólne filmy szkolne, a także pierwsze już na zawodowym rynku (Nóż w  wodzie – 1962, Wstręt – 1965, Matnia – 1966, Nieustraszeni pogromcy wampirów – 1967, Dziecko Rosemary – 1968) stanowiły zapowiedź dalszych sukcesów. Zaczęli od razu z wysokiego c, gdy Nóż w wodzie otrzymał nominację do Oskara w kategorii: najlepszy film nieanglojęzyczny. Jednocześnie był to pierwszy film, który całkowicie zmienił konwencję opracowania muzycznego. Zauważono to, a więc było to także mocne wejście Komedy na czerwony dywan amerykańskiego sukcesu.


Roman Polański, już bez Komedy, taki międzynarodowy i wielki sukces niewątpliwie osiągnął (dlatego nie wymieniłam go wśród sukcesów częściowych). I to mimo poważnych zawirowań życiowych (jakby wcześniej miał ich mało) jakimi była tragiczna śmierć żony (Sharon Tate) i uwikłanie w proces o gwałt na nieletniej. To wymusiło na nim pospieszny wyjazd z USA, gdzie chyba nigdy powrócić już nie będzie mógł, ale otworzyło drzwi do sukcesów, tym razem na rynku francuskim, a więc niech Amerykanie żałują. Odebranie mu członkostwo w  amerykańskiej akademii (2016), w tym kontekście wygląda to na marny żart, albo objaw wściekłości z zazdrości. Niewykluczone, że gdyby nie tragiczna śmierć Komedy, ich niekwestionowany międzynarodowy sukces byłby wspólny. Może popadli by też wspólnie w seksualne tarapaty, ale tego nie dowiemy się już nigdy.


Krzysztof Komeda pisał muzykę do filmów czołówki polskich reżyserów lat 60. XX w. (J. Skolimowski, A. Kondratiuk, J. Morgenstern, A. Wajda, J. Nasfeter, P. Komorowski, J. Passendorfer i in.). Był wyjątkowym filmowym talentem, odkrytym przypadkiem, gdy pojawił się w kręgu jazzowych muzyków współpracujących z grupą Melomani, którą można określić jako zespół Szkoły Filmowej w Łodzi. Ale nie oni odkryli jego filmowy talent, a właśnie Roman Polański, który się ich grze przysłuchiwał.


Czytając wypowiedzi Komedy (Grzegorz Balski: Polscy kompozytorzy muzyki filmowej 1944 – 1984) można znaleźć potwierdzenie tej ogromnej filmowej świadomości. Bo przecież nie była to muzyka jazzowa, a ilustracyjna, choć o jazzowych korzeniach. Z reguły kompozytor rozszerzał swój warsztat o wszelkie inne gatunki muzyczne, które akurat stawały mu się użyteczne. Najczęściej była to muzyka rozrywkowa, ale nie tylko.


Miał też stałego fun’a w Danii (reżyser Henning Carlsen) i co kilka lat powstawała muzyka do kolejnego filmu (Hvad med os? – 1963, Kattorna – 1965, Suit – 1966, Menesker modes og sod music opstar i hjerted – 1967). W USA poza Romanem Polańskim Komeda zdążył jeszcze napisać muzykę do filmu Buzza Kulika – The Riot. Za muzykę do Dziecka Rosemary otrzymał nominację do Złotego Globa. Wydawało się, że świat stanął właśnie przed nim otworem, ale ten próg kariery okazał się nie przekraczalny.


Roman Polański pracował dalej, a do jego filmów muzykę pisali i piszą najwięksi kompozytorzy muzyki filmowej ever. (Chinatown – Jerry Goldsmith, Lokator, Tess, Piraci – Phillippe Sarde, Frantic – Enio Morricone, Gorzkie gody – m.in. Vangelis). Czy są godnymi następcami Krzysztofa Komedy Trzcińskiego? W latach 90. XX w. wspierał swoją muzyką filmy Polańskiego również Wojciech Kilar (Śmierć i dziewczyna – 1994, Dziewiąte wrota – 1999, Pianista – 2002). Teraz miejsce Mistrza Kilara zajął Alexandre Desplat (Autor widmo – 2010, Rzeź – 2011, Wenus w futrze – 2013, Prawdziwa historia – 2017), tegoroczny gość krakowskiego festiwalu. 


Koncert jego muzyki – The Magic and Majesty of Alexandre Desplat, poprowadzony osobiście przez kompozytora, który dyrygował orkiestrą Sinfonietta Cracovia (powiększoną o liczną grupę przyjaciół i niecodziennych instrumentów) był wydarzeniem niezwykłym, a wiwatująca i zajęta do po brzegi (mieści 3 tys. widzów) krakowska sala Audytoryjna im. Krzysztofa Pendereckiego, Centrum Kongresowego ICE robiła wrażenie niezapomniane. Wspaniale było uczestniczyć w tym koncercie i być wśród tych zachwyconych i oszołomionych za razem. Bo przecież to nie tylko muzyka do filmów Romana Polańskiego. To także ilustracje do Jak zostać królemDziewczyna z perłą, wszystkich części Harrego Potera i wielu innych filmów. Oczywiście wysłuchaliśmy koncertowych wersji utworów składających się na muzykę do wybranych filmów, czyli bogatszych i bardziej rozbudowanych, ale na pewno nie jest to muzyka banalna w każdej ze swych odsłon. 


W takich chwilach chce się głośno krzyczeć: muzyka filmowa potęgą jest i basta!!! A patrząc na tłumy melomanów w Krakowie, którzy przez tydzień zapełniali wszystkie sale (Tauron Arena 18 tys. miejsc) serce każdego miłośnika muzyki rośnie i parafrazując wypowiedzi z początku XX w., dotyczące projekcji filmowych uzupełnianych o wielki sceniczny show, można powiedzieć, że: film zrobił dla popularyzacji muzyki więcej, niż wszystkie filharmonie świata.


Czy międzynarodową sławą cieszy się Wojciech Kilar? Na pewno tak, ale była to i jest nie tylko sława filmowa, ale także poważanie i rozpoznawalność ze względu na twórczość muzyczną z filmem niezwiązaną, ale znaną na całym świecie. Na światowy rynek muzyki filmowej, wprowadził kompozytora Krzysztof Zanussi, który od początku lat 70. XX w. miewał zagraniczne propozycje realizacji filmów. Listę otwiera Die Rolle (1971), potem The Catamount Killing (1974), Nahtdienst (1975), Haus der Frauen i Anatomie Stude (1977) i tak dalej przez wszystkie lata wspaniałej współpracy i przyjaźni. Ja miałam przyjemność pracować z oboma Panami przy Wherever You Are (1988) i Il Sole Nero (2007). W Rzymie moją pracę nadzorował osobiście wydawca Nino Roty, w Warszawie odwiedzili nas jego przedstawiciele. Muzykę Wojciecha Kilara traktowano z ogromnym pietyzmem, już wtedy przygotowując wydanie partytury i płyty. Jako, że tradycyjnie zastępowałam kompozytora we wszystkim poza komponowaniem, wielokrotnie zadawano mi pytanie: czy z takiej decyzji będzie Mistrz zadowolony? A może lepiej tak, czy jeszcze inaczej? Na pewno Włosi czuli się wyróżnieni, mając w swoim filmie Jego muzykę.


Wspólnych polskich filmów obu twórców, wymieniać nie sposób, bo są to prawie wszystkie filmy jakie zrobił Krzysztof Zanussi (ostatnio poprosiliśmy o pomoc Ryszarda Wagnera). Kiedy W. Kilar ciężko chorował, na podstawie jego utworów (głównie Koncertu fortepianowego, ale nie tylko) opracowałam film Persona non grata (2005), a kiedy zabrakło Go nagle, w czasie gdy pracowaliśmy nad filmem Obce ciało (2014), zrobiłam to ponownie, tym razem wykorzystując muzykę filmową (z filmów Krzysztofa Zanussiego i Krzysztofa Kieślowskiego). 


Był jeszcze francuski serial Napoleon (1990) w którym każdy odcinek przygotowywał inny europejski reżyser (w tym Krzysztof Zanussi i Janusz Majewski), a przy całym serialu współpracowałam z Wojciechem Kilarem i niemiecki serial Opowieści o miłości, gdzie pracowałam z kilkoma kompozytorami (całość spinał Michael Legrand), a jednym z nich był Wojciech Kilar (Le retour – 1990).


Innych produkcji z poza Polski, do których muzykę pisał Wojciech Kilar może było niewiele, ale wszystkie niezwykle znaczące: Bram Stoker’s Dracula – Dracula, reż. Francis Ford Coppola (1992), The Portrait of a Lady – Portret damy, reż. Jane Campion (1996),  We Own The Night – Królowie nocy, reż. James Gray  (2007). I przy tym ostatnim filmie miałam przyjemność z Wojciechem Kilarem współpracować, zdejmując z jego barków wszelkie troski, bo taki był warunek postawiony Amerykanom. Reżyser, w końcu znany i utytułowany, był przejęty niezwykle i szczęśliwy, że udało się mistrza namówić do tej przygody, a efekt dla wszystkich był cudownym wydarzeniem. Sukces świętowaliśmy w restauracji Hotelu Bristol kolacją zakończoną Crème brûlée, ulubionym deserem kompozytora.


W tym roku Kraków uczcił pięknym koncertem wspólnie Wojciecha Kilara i Krzysztofa Zanussiego, który właśnie ukończył 80 lat. Znowu pełna sala ICE i koncert Scoring4Polish Directors, orkiestra Aukso pod dyrekcją Marka Mosia i goście. Było gromkie Sto lat, a poza wyborem (maczałam w tym palce) najpiękniejszych wspólnych dokonań obu mistrzów, mogliśmy posłuchać utworów Michała Miodka i Sandro Rustio pochodzących z filmu Eter, w którym jako ilustrację muzyczną wykorzystaliśmy Parsifal Ryszarda Wagnera.


Dla mnie pięknym prezentem była nowa, znakomita instrumentacja utworów Wojciecha Kilara przygotowana przez Nikiforosa Chrysolorasa i Mariusza Obijańskiego. Mało kto wie, że większość partytur filmowych sprzed lat uległa zniszczeniu, co woła o pomstę do nieba. Także część filmowych nagrań istnieje tylko w szczątkowej formie. Dlatego w miarę potrzeby, czy okazji takich jak koncert krakowski odtwarza się całe instrumentacje ze słuchu, w tym przypadku nadając też filmowym fragmentom koncertową formę. Szczególnie wdzięczna jestem za wokalizę z filmu Spirala, którą znakomicie (tak jak w filmie Obce ciało) wykonała Kasia Moś.


Całość obchodów jubileuszu Krzysztofa Zanussiego uzupełniały spotkania i dyskusje w Krzysztoforach, w tym znakomity panel pod obiecującym tytułem „Pracować z Kilarem”, w którym miałam zaszczyt uczestniczyć.

Close Menu