Kobiety twórcami muzyki barokowej. Barokowe sierotki 2

Kobiety twórcami muzyki barokowej. Barokowe sierotki 2

Moda na muzykowanie, a także przyzwolenie, aby oddawały się tej sztuce kobiety, była w Włoszech okresu baroku powszechna. Koncertowano, śpiewano pieśni, wystawiano opery. Dlatego szansą dla kobiet, na karierę muzyka, była także przynależność do oświeconej, najlepiej artystycznej, weneckiej elity. W ich salonach odbywały się koncerty i spotkania, a kobiety mogły uczestniczyć w tych rozrywkach na równi z mężczyznami lub prawie na równi. W każdym razie ich obecność, choć niemasową tolerowano. Warunkiem były ich szczególne zdolności, a więc wyjątkowość i fakt, że są w tym lepsze od nie jednego mężczyzny. 


Z takiego domu wywodziła się Barbara Strozzi znana też jako Valle (1619 – 1677). Była śpiewaczką i autorką ośmiu tomów utworów wokalnych, opublikowanych w Wenecji jeszcze za jej życia. Była nieślubną (ale uznaną) córką poety i librecisty Giulio Strozziego i Izabeli Garzoni, jego wieloletniej służącej. Ojciec szybko dostrzegł talent córki. Organizował koncerty, na których mogła występować i opłacił naukę kompozycji u Francesca Cavaliego (dziedzica Monteverdiego). Wykorzystał znakomicie swoją pozycję, aby córce zapewnić sławę i karierę muzyka. 


Był członkiem Accademia degli Incogniti – kręgu weneckich intelektualistów. Spotykano się, dyskutowano o etyce estetyce, religii i sztuce. Prowadzono też dyskusje o muzyce, chociaż wśród członków Accademii, w tym czasie, nie było muzyków. Barbara bywała w salonie ojca i salonach jego intelektualnych przyjaciół. Jest nawet podejrzenie, że mogła być kurtyzaną (powstał taki anonimowy utwór satyryczny wskazujący na jej rozwiązłość). Raczej nie jest to prawda. Ojciec prowadził dom otwarty, a ona uczestniczyła w biesiadach muzycznych i literackich, chociaż rzeczywiście bywali w tych salonach głównie panowie. Natomiast był to okres pewnej swobody obyczajowej i mniej powściągliwe zachowanie, a nawet flirty i romanse były powszechne.


W 1637 r. utworzono oddział weneckiej Akademii, który nazwano Accademia degli Unisoni. Jego członkami byli już w większości, lub wyłącznie muzycy, a Barbara przewodniczyła tej grupie. Tym bardziej stała się popularna, znacząca i wzbudzała zazdrość, a nawet zawiść prowadzącą do pisania nieprzychylnych jej listów i utworów literackich. Taka grupa miłośników muzyki i zajmujących się nią zawodowo specjalistów, to była znakomita okazja do dyskusji muzycznych, ale także salon, w którym ona, jako jedyna, lub jedna z nielicznych kobiet, a zarazem przywódczyni grupy, mogła występować jako śpiewaczka i kompozytorka, co z radością i zapałem robiła. Dyskusje muzyczne i warsztatowe sprzyjały samokształceniu i rozwojowi muzyki weneckiej. Także pozwalały na wypracowanie czegoś, co możemy nazwać pewną wspólną stylistyką i związkiem zawodowym za razem.


Barbara Strozzi miała czworo dzieci, choć nigdy nie była mężatką, co także mogło wzmagać plotki i podejrzenia o rozwiązłość nadmierną, chociaż w Wenecji w tym czasie nie było niczym nadzwyczajnym, ani nagannym. Ojcem trójki z nich był Giovanni Paolo Vidman patron sztuki i miłośnik opery, jeden z przyjaciół ojca i częsty bywalec w jego (i jej) salonie. Związek trwał wiele lat, ale partner był od niej znacząco starszy i zmarł wcześnie, a sytuacja finansowa Strozzi do końca życia była już wtedy słaba. Dwie córki poszły do klasztoru, a jeden z synów został mnichem. Ostatni syn (z innego związku) przejął majątek matki.


Niemal wszystkie jej kompozycje (poza jednym tomem pieśni kościelnych) są świeckie (m.in. madrygały, arie, kantaty). Wiele tekstów prawdopodobnie napisała sama. Wczesne teksty pisał ojciec i jego przyjaciele literaci. W większości jest to poezja miłosna, pełna namiętności i patosu, dowcipna i bardzo finezyjna językowo, co świadczy o wielkim kunszcie i dobrym wykształceniu ich autorów i autorki. 


Ponieważ, przede wszystkim, przygotowywała repertuar na swoje występy, większość pieśni jest przeznaczona na sopran. Byłą uważana za najbardziej płodnego kompozytora tego okresu. Natomiast wydaje się niemożliwe, żeby bez pomocy ojca mogła zrobić taką karierę, a szczególnie wydać tak wiele utworów, chociaż jednocześnie oznacza to, że utwory Barbary się współczesnym podobały, bo partytury kupowano.


We Florencji urodziła się Francesca Caccini, nazywana Cecchina (1587 – 1640). Pochodziła z rodziny muzycznej. Jej ojciec Gulio (znany także jako Gulio Romano, 1551 – 1618) był pedagogiem, śpiewakiem, instrumentalistą i kompozytorem, a także pisarzem przełomu renesansu i baroku. Kształcił się w Rzymie. Grał na skrzypcach, lutni i harfie. Zdobył renomę doskonałego śpiewaka. Był tenorem. Do Florencji na dalszą naukę zabrał go Francesco de ‚Medici. 


Brał udział w dysputach humanistów pisarzy, muzyków i badaczy świata starożytnego. Uczestniczył w nowatorskich wyszukanych spektaklach wizualnych i muzycznych, które stały się zaczynem na którym później powstałą oper. Był współzałożycielem Cameraty Floreckiej, zainicjowanej przez hrabiego Giovanniego de Bardi. Jej celem było wskrzeszenie starożytnego teatru greckiego, chociaż w tym czasie odczytano tylko jeden zapis greckiej muzyki (hymn kreteńskiego kitarzysty Mesomedesa z II w n. e.). Natomiast znano prace teoretyczne greckich filozofów (Arystoteles, Platon) i zachwycano się wszelkimi przejawami sztuki starożytnej. 


Te poszukiwania zakończyły się powstaniem opery i takie wczesne opery komponował ojciec – Gulio Caccini. On jako pierwszy użył terminu basso continuo, jako środka do przełamania polifonii i powstania monodii akompaniowanej. Był znakomitym pedagogiem i wyszkolił kilkudziesięciu śpiewaków uprawiających muzykę w nowym stylu, nazywanym stille recitativo. Jego uczniem był kastrat Giovanni Gualberto Magli, który śpiewał w prawykonaniu pierwszej opery Claudio Monteverdiego Orfeo.


Francesca Caccini otrzymała doskonałe wykształcenie muzyczne, grała na klawesynie i lutni, śpiewała, komponowała, pisała poezję. Znała łacinę, grekę, języki współczesne, literaturę a nawet matematykę. Jej matka Lucia także była śpiewaczką. Razem z dwójką rodzeństwa, ojcem i jego druga żoną tworzyła zespół wokalny Concerto Caccini. Śpiewała też solo z lutnią pieśni i występowała w operach ojca, a potem także własnych. Jako śpiewaczka debiutowała w operze Jacopo Peri’ego pt. Euridice, która uważana jest z początek nowego gatunku muzycznego. Wyszła za mąż za śpiewaka Giovanniego Signorellego i ich córka Margherita także została śpiewaczką, nawet wybitną. Śpiewaczką byłą także jej siostra Settimi Caccini.


Jej pierwsze utwory wykonywano, gdy miała zaledwie 18 lat. Tworzyła pieśni świeckie i religijne, dzieła dramatyczne i opery. Najbardziej znana to Wyzwolenie Ruggiera z wyspy Alcyny. Ten utwór wykonano na cześć królewicza polskiego Władysława Wazy, gdy przebywał na florenckim dworze i nawet przetłumaczono na polski libretto, chociaż opery w Polsce nie wystawiono. Natomiast do Warszawy prawdopodobnie przyjechała Francesca. Widocznie zawróciła w głowie polskiemu królewiczowi.


Po śmierci męża ponownie wyszła za mąż za szlachcic Tomaso Raffaelliego i zamieszkała w Luce, gdzie nadal muzykowała, nawiązując kontakty z miejscowym środowiskiem muzycznym. Gdy owdowiała po raz drugi, wróciła do Florencji i zajmowała się wychowaniem muzycznym dzieci Medyceuszy oraz własnej córki. Jest autorem przynajmniej 16 utworów scenicznych, ale większość jej prac zginęła. W tym co się zachowało zwraca uwagę precyzja notacji, melizmaty wokalne i śmiała harmonia.


Na terenie dzisiejszych Włoch, ale także we Francji, w okresie baroku można powiedzieć, że twórczość kobiet rozkwitła. Zachowały się zapisy utworów przynajmniej kilku zakonnic i mogą być to albo wychowanki ospedali, które wybrały taką drogę, lub kobiety, które znalazłszy się w klasztorach zainteresowały się muzyką. Znane nazwiska to: Rosi Giacina Badalli, Adriana Basile, Maria Cattarina Calegari, Francesca Campana, Sulpitia Cesis, Chiara Margerita Cozzolani, Diacintia Fedele, Isabella Leonarda, Bianca Maria Meda, Maria Francesca Nascimbeni, Maria Xaveria Peruchonia, Claudia Rusce, Angiola Teresa Muratori Scanabecchi, Lucretia Orsinia Vizania. A pochodzą z Mediolanu, Bolonii, Modeny, Mantui, Ankony, Galliate, Pawii i okolic. Ich utwory to głównie muzyka kościelna, ale można znaleźć także madrygały czy canzonetty. Za zwyczaj nie jest tego wiele, ale kompozycje zapełniają cały zbiór. Nie odbiegają poziomem od utworów, które w tym czasie tworzyli mężczyźni. Może kiedyś ktoś zada sobie trud, aby specjalnie wydać barokowa muzykę kobiecą, bo nie są to utwory gorsze. Tyle, że do dziś jest wiele niewydanych prac kompozytorów nawet tak uznanych jak Vivaldi, a muzyka barokowa jest dla nas trochę trudniejsza i specyficzna. 


A prace wyjątkowe? Marieta Prioli jest autorką Baletti et correnti a due violini… najwcześniejszego znanego dzieła wyłącznie instrumentalnego, napisanego przez kobietę. Natomiast Isabella Leonarda, jako pierwsza opublikowała trzy sonaty na skrzypce i basso continuo oraz sonatę solo w nowym stylu homofonicznym. Jest autorką 20 tomów utworów muzycznych zawierających motety, koncerty, litanie, msze i psalmy. Wśród kobiet jest też wiele instrumentalistek lub koncertujących kompozytorek, także zakonnic (Faustina Borghi – kornecistka i organistka, Cecilia Torniella, kompozytorka i organistka). 


Oczywiście zawsze cieszę się, gdy odkrywam, że mimo iż świat mężczyzn, był przez wieki światem dominującym, kobiety zawsze potrafiły znaleźć w tym świecie swoje mocne i wyróżniające je miejsce. Jak bardzo musiały być wybitne, aby je zauważono, jak biegłe w swym kunszcie, jeśli wyprzedziły mężczyzn, wśród których muzyką parało się znacznie więcej. Mężczyźni mieli też większe możliwości kształcenia, a potem pracy w swoim zawodzie. Na bardziej porównywalne warunki startu i rozwoju przyszło kobietom czekać aż do XIX i XX w. A i dziś musimy na każdym kroku udowadniać, że jesteśmy lepsze, a właściwie nie do zastąpienia przez mężczyzn, szczególnie w dziedzinach dla nich atrakcyjnych, czy stanowiskach kierowniczych. Nikt nie zwolni nas przy porównywalnej z mężczyznami pracy z naszych domowych i kobiecych zwyczajowo obowiązków, jak rodzenie i wychowanie dzieci, czy prowadzenie domu. A mimo to czasem udaje się, że nie mają z nami szans.