Prawo autorskie w Stanach Zjednoczonych

Prawo autorskie w Stanach Zjednoczonych

W przypadku krajów Europy kontynentalnej zapisy prawa autorskiego są podobne. Niemniej na świecie funkcjonuje cały szereg innych rozwiązań, mimo zbliżania stanowisk – Konwencję Berneńską podpisało już blisko 200 krajów i terytoriów. Tak jest również w przypadku Stanów Zjednoczonych.

Na etapie powstawania USA, problem ochrony praw twórców, był obecny w świadomości osób tworzących prawo. Rodowód zdobywców Ameryki wskazywał na ich europejskie pochodzenie, a XVIII w. ochrona wartości niematerialnych była tematem rozważanym w Europie zarówno na kontynencie, jak i na wyspach. W 1789 r. prawo stanu Massachusetts potwierdziło prawo autora do stworzonego przez niego dzieła, a w 1790 r. ustawa federalna przyznała ochronę książkom oraz mapom lądowym i morskim. Pierwszą książką objętą ochroną z tytułu praw autorskich była wydana w 1790 r. Philadelphia SPELLING BOOK, czyli podręcznik języka angielskiego.

Na terenach Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej przeważali przybysze z terenów Wielkiej Brytanii. Dlatego też w rozważaniach prawnych skłaniano się do przyjęcia modelu określanego jako anglosaski. I tak się stało. W 1790 r. postanowiono, że autorowi należy się 14 lat monopolu, na korzystanie z utworu, który stworzył. Warunkiem ochrony było zarejestrowanie utworu i zastrzeżenie go (copyright lub ©) w sposób podobny jak w przypadku prawa patentowego oraz uiszczenie stosownej opłaty. Domyślna ochrona autorom nie przysługiwała.

Ustawa nosiła nazwę Copyright Act, a wszystkie następne uregulowania są jej modyfikacją, czyli mówiąc o prawach autorskich w USA, zawsze należy zaznaczyć, którą wersję ustawy mamy na myśli, bo wszystko wielokrotnie zmieniano i to nawet dość radykalnie. Po tym okresie autor miał prawo wydłużyć ochronę swojego utworu o kolejne 14 lat (wpłacając kolejną sumę), jeżeli nadal czerpał z utworu korzyści, a więc była to dla niego opcja opłacalna. Ponieważ rejestracja kosztowała, większość autorów nie rejestrowała swojej twórczości.

W 1831 r. podstawowy okres ochrony wydłużono do 28 lat, zachowując 14 letni okres opcjonalny, a w 1909 r. podobnie postąpiono z okresem dodatkowym, który można było wydłużyć o kolejne 28 lat. Ochronę mógł przedłużyć tylko żyjący jeszcze autor. W ten sposób utwór mógł być chroniony maksymalnie 56 lat od swojego powstania, a raczej zarejestrowania. Jednocześnie, historycznie, był to moment, w którym zastrzeganie praw do utworu zaczynało nabierać sensu, bo w przypadku utworów popularnych, przynosiło co raz większe profity.

Koniec XIX i początek XX w. to czas powstawania powszechnej ochrony praw autorskich i wynalazczych na całym świecie. W 1914 r. w USA powstało stowarzyszenie kompozytorów, autorów i wydawców ASCAP, będące do pewnego stopnia odpowiednikiem stowarzyszeń autorskich powstających w Europie. Różnicę stanowił udział wydawców, co wynikało z nieznanej w Europie konstrukcji utworu tworzonego na zamówienie (works made for hire), nazywanego też korporacyjnym, do którego wszystkie prawa (włącznie z podpisaniem dzieła, lub oznaczeniem go innym nazwiskiem niż autora) miał zamawiający.

Jednym z założycieli ASCAP, dyrektorem i wiceprezesem był Victor Herbert (1859-1924), amerykański wiolonczelista, dyrygent i kompozytor. Najbardziej popularny jako twórca operetek, chociaż tworzył też muzykę poważną, musicale, piosenki i muzykę do filmów niemych (The fall of the nation/Upadek narodu, reż. D.W. Griffith). Wywalczył on dla twórców prawo do otrzymywania tantiem za publiczne odtwarzanie muzyki. Organizacja ufundowała mu pomnik, który postawiono w Central Parku w 1927 r. To była jedna z przyczyn, dla której twórcy amerykańscy, a przede wszystkim powstające wytwórnie płytowe i filmowe zaczęły utwory rejestrować.

Wcześniej jednak, dzięki brakom w ochronie mógł w sposób nieskrępowany rozwinąć się jazz. Także powstanie Hollywood to wynik ucieczki filmowców na Zachodnie Wybrzeże USA, przed agentami Motion Picture Patents Company, do której należał Tomasz Alva Edison. Firma ta, operowała na Wybrzeżu Wschodnim i uważała, że wszyscy, którzy robią filmy, bez względu na to, jaką dzieje się to metodą, powinni jej płacić licencję, za filmowanie. Patent obejmował tylko USA, a więc bez przeszkód aparaturę wywiózł do Europy, skopiował i sprzedawał pod własnym szyldem Charles Pathé. Przez wiele lat amerykańscy potentaci filmowi korzystali na tym, że prawo amerykańskie chroni znacznie mniej restrykcyjnie i krócej, niż europejskie. Disney m.in. sfilmował w 1967 r. Księgę dżungli wg książki Rudyard Kiplinga, który zmarł w 1936 r.

Kolejna duża zmiana w prawie USA, to rok 1976 (ustawa obowiązuje od 1978). Od tej pory twórczość chroniona była do końca życia autora oraz 50 lat po jego śmierci lub jeżeli utwór powstał na rzecz korporacji, to chroniony był 75 lat od zarejestrowania. Utwory do których prawa wygasły przed 1978 r. nie uzyskały takich praw, chyba, że ich rejestracja nastąpiła dopiero w 1978 r. Nadal podstawą do chronienia było zastrzeżenie praw i rejestracja utworu, a w przypadku, gdyby nie nastąpiło to od razu, można było błąd taki naprawić w ciągu pierwszych 5 lat istnienia utworu.

Pierwszego marca 1989 r. USA przystąpiły do Konwencji Berneńskiej (w wersji z 1971 r.) i było to wielkie wydarzenie w skali świata. Wcześniej należały jedynie do Konwencji Powszechnej. Dzięki nowej umowie zyskały porozumienie z kolejnymi 20 krajami oraz wydłużenie chronienia twórców amerykańskich zgodnie z wyższym standardem Konwencji Berneńskiej (który teraz USA wypełniły) z pozostałymi krajami, które należały do obu Konwencji. Przed przystąpieniem do Konwencji zniesiono formalny obowiązek zastrzegania praw autorskich (chociaż obecnie większość autorów lub ich zleceniodawców tak właśnie robi). Znak © nie jest od tej pory obligatoryjny, a fakultatywny (may be placed).

Stawianie takiego wymogu jest wręcz przez Konwencję Berneńską zakazane. Sama forma copyright notice nie uległa zmianie. Można też zgłosić do zarejestrowania swoje prawa do utworu w dowolnym momencie, bez ograniczeń czasu jaki upłynął od powstania dzieła. Posiadanie zaświadczenia o zastrzeżeniu praw do utworu, ułatwia zabezpieczenie powództwa. Rejestracja natomiast jest warunkiem dochodzenia roszczeń z tytułu naruszenia praw autorskich w stosunku do wszystkich dzieł, z wyjątkiem tych, których krajem pochodzenia jest kraj należący do Konwencji Berneńskiej (Implementation Act).

Ponadto jeżeli rejestracji dokonano w ciągu trzech miesięcy od pierwszej publikacji, zgodnie z obowiązującymi w USA przepisami, można domagać się ryczałtowego odszkodowania (statutory damages) i zwrotu kosztów adwokackich, które są w USA bardzo wysokie. Ryczałtowe odszkodowanie zostało podniesione do 20 000 $, a w niektórych sytuacjach, nawet do 100 000 $. Obowiązujące brzmienie Copyright Act przewiduje ponadto rejestrację umów i innych zdarzeń powodujących przejście.

Okazało się, że najwięcej na tak sformułowanym prawie zyskały wielkie korporacje, w tym Wytwórnia Dysney’a, co spowodowało, że ustawę tę (Copyright Term Extension Act) zaczęto nazywać Ustawą o ochronie Myszki Miki lub Ustawą Myszki Miki (Mickey Mouse Protection Act), która to postać zadebiutowała na srebrnym ekranie w 1928 r. Z kolei z badań wynika, że 85% rynku muzycznego USA kontroluje zaledwie pięć korporacji, a więc je ustawa również bardzo wspiera. Kiedy okres ochrony najcenniejszych aktywów zaczął zbliżać się ku końcowi, rozpoczęły się naciski na Kongres.

Ustawę zmieniono ponownie w 1998 r. (Copyright Term Extension Act, nazywany też Sonny Bono Copyright od nazwiska inicjatora, senatora, pierwszego męża Cher) wydłużając czas chronienia autorów do 70 lat po śmierci, a utworów korporacyjnych do 95 lat od pierwszego wydania. W przypadku utworów anonimowych lub stworzonych pod pseudonimem ochrona może trwać 120 lat od powstania dzieła, ale wybierany jest wariant krótszej ochrony. Także jeżeli autor się ujawni lub jego nazwisko stanie się znane, ochrona zostanie ograniczona do 70 lat po jego śmierci.

Z 25 inicjatorów nowej ustawy, aż 18 otrzymało od koncernów dotacje na swoją działalność polityczną. Obecnie autorzy amerykańscy chronieni są w takim samym zakresie, jak autorzy europejscy, ale utwory korporacyjne w znaczący sposób są chronione dłużej i dotyczy to także praw pokrewnych, bo komplet roszczeń mają w swoich rękach wydawcy. Nowa ustawa nie objęła swoim działaniem utworów powstałych w 1922 r., których czas chronienia zakończył się 01.01.1998 r. oraz utworów wcześniejszych. Natomiast utwory korporacyjne powstałe w 1923 r. ( w tym filmy Charlie Chaplina, Bustera Keatona, Harolda Lloyda, czy powieści Roberta Frosta, Aldous Huxleya i Edith Wharton) do domeny publicznej przeszły dopiero 01.01.2019 r.

Od 2018 r. trwają w Kongresie prace nad kolejnym wydłużeniem ochrony właścicieli praw, ale spotykają się z co raz głośniejszymi protestami. Nie mniej możliwy jest także scenariusz forsowany przez RIAA (amerykańskie zrzeszenie wydawców muzyki) i jej wieloletniego szefa Jacka Valentiego, że ochrona powinna trwać na zawsze i jeden dzień krócej.

W związku z przywróceniem (retroakcja) do ochrony dzieł, które już dawno jej nie podlegały, zgodnie z poprzednimi przepisami, powstał nowy problem – dzieła osierocone. Ocenia się, że spośród chronionych amerykańskich utworów (filmy, książki, piosenki) sprzed 1946 r., w przypadku aż 94% są problemy ze znalezieniem osób czy instytucji wskazanych jako właściciele praw. Z reguły są to utwory o małej wartości komercyjnej, ale nie mogą ich udostępniać np. biblioteki cyfrowe, co popularności nie sprzyja. Takich problemów nie mają najwięksi beneficjenci, a więc ustawa znowu służy głównie im.

Rozwój Internetu i możliwości przesyłania i pozyskiwania utworów różnego typu, z sieci spowodował ogromny spadek obrotów, a więc i zysków koncernów, przede wszystkim muzycznych. Oblicza się, że tylko 37% utworów pozyskiwanych jest z legalnego źródła. Wpływa to także na likwidację wielu miejsc pracy. W 1998 r. w USA uchwalono ustawę (Digital Milenium Copyright Act), według której nielegalne jest omijanie zabezpieczeń (DRM), ale także tworzenie technologii, które to umożliwiają, niezależnie od intencji konstruktora.

Koncerny wspomagają służby państwowe, a najbardziej spektakularnym wydarzeniem było zatrzymanie w styczniu 2012 r. właściciela platformy megaupload.com, służącej do wymiany plików. Serwis zamknięto, a wszystkie pliki do jakich doprowadził służby (także prywatne pliki udostępnione przez użytkowników) usunięto bezpowrotnie. W USA podobnie jak w wielu innych krajach wprowadzono też opłaty reprograficzne (w Polsce 3% ceny) od wolnych nośników i sprzętu umożliwiającego kopiowanie.