Mikrofon słyszy inaczej

Mikrofon słyszy inaczej

Jak zrealizować dobre nagranie? To pytanie zadają sobie wszyscy. Znacznie mniej osób potrafi na nie odpowiedzieć. Powstaje wiele nieudanych nagrań dźwiękowych i najczęściej winą za brak powodzenia obciąża się realizatora dźwięku. Słusznie, tylko jego winą zazwyczaj jest nie to, że nie umiał nagrać danego dźwięku przepięknie. Zrobił to najlepiej jak w danej sytuacji było to możliwe. Natomiast jest winny, bo się nie awanturował wystarczająco głośno. Powinien krzyczeć, gryźć, kopać i bić na oślep, aż do reszty towarzystwa dotrze, że bez kategorycznego spełnienia określonych warunków nie da się osiągnąć poziomu nagrania, którego oczekują.

Podstawą dającą szanse, aby dźwięk zarejestrować lepiej, jest słuchanie uwag jakie zgłasza operator dźwięku i traktowanie ich poważnie! Wykorzystywanie wiedzy i doświadczenia dźwiękowca na dokumentacjach, czy zdjęciach próbnych, kiedy jeszcze można coś zmienić w naszych planach. Wreszcie korzystanie z dodatkowej pary słuchawek, lub przesłuchiwanie fragmentów nagrań, jeżeli tylko zgłasza swoje wątpliwości, a nawet bez wątpliwości, żeby zawczasu wiedzieć jaki charakter będzie miał dźwięk, który otrzymamy. Nie ma co liczyć, że jakoś się to w studio poprawi (niestety często słyszymy taką wiarę we wszechmoc programów komputerowych). Plan zdjęciowy jest miejscem, w którym musimy wiedzieć, czy nam taki dźwięk odpowiada, czy trzeba coś w nagraniach zmienić, albo np. zaplanować postsynchrony.

Nasza ocena dźwięku, który rejestruje operator na planie, może być błędna, jeżeli będziemy ufać temu co przekazują nasze uszy. Człowiek ma zdolność akomodacji, a więc rozumnego słuchania i wybierania spośród wszystkich słyszanych w danym momencie dźwięków tylko tych, które chce usłyszeć. Zbędne tło eliminuje, a więc odbiera je jako cichsze niż w rzeczywistości. Dzięki temu jesteśmy w stanie oglądać w skupieniu film, nieświadomi ton chipsów i kilogramów papierków, które szeleszczą w koło nas. Możemy do pewnego stopnia rozmawiać w dyskotece, lub w głośnej hali fabrycznej. Umiemy też zasiadając w piętnastym rzędzie filharmonii, mieć identyczny komfort odbioru bezpośredniego dźwięku, jak ci, którzy siedzą w rzędzie pierwszym czy drugim.

Mikrofon nie ma umiejętności takich jak ludzkie ucho. Polecenie zarejestruj! odbiera jako zarejestruj wszystko, jak najgłośniej i w proporcjach jakie słyszysz. A mikrofon słyszy inaczej niż człowiek i w dodatku, każdy mikrofon słyszy inaczej niż inne mikrofony. Niestety nie znana jest metoda zaprogramowania go na samodzielne myślenie i rozumne nagrywanie wybiórcze, czy zmianę proporcji nagrywanych jednocześnie dźwięków. Oczywiście takie próby są prowadzone. Może nie ma oczekiwań, że mikrofon nagle zacznie myśleć, ale są próby przekazywania kilku sygnałów, które można będzie ostatecznie dobrać proporcjami już na konsolecie. Nie są to rozwiązania powszechnie znane, ani tym bardziej stosowane. Kilka lat temu słyszałam efekt takiej próby z mikrofonem o wyglądzie piłki tenisowej i rozmieszczonymi na jej powierzchni czujnikami. Na razie nie czuję potrzeby, aby coś takiego posiadać czy używać. Daje się zastosować z powodzeniem w tak wyjątkowych sytuacjach, że znalezienie aż tak wielu zbiegów okoliczności przypomina grę w toto lotka.

Pewnym rozwiązaniem naszych problemów są mikrofony kierunkowe, ale jest to rozwiązanie połowiczne. Nie oznacza całkowitej eliminacji, tak jak dzieje się w przypadku kamery, która ma pole widzenia, a jedynie zdecydowanie słabsze odbieranie dźwięków dochodzących z innych kierunków niż wynikający z charakterystyki kierunkowej przenoszenia mikrofonu. Ograniczenie dotyczy przede wszystkim dźwięków wysokich, które łatwiej wytłumić. Dźwięki niższe dochodzą do nas nadal z całej przestrzeni, poprzez swoje odbicia.

Mikrofony kierunkowe bardzo od siebie się różnią. Niektóre ograniczają jedynie dźwięki dochodzące z tyłu, inne (ultra kierunkowe) przenoszą w całym paśmie jedynie to, co znajduje się bezpośrednio z ich przodu. Nieumiejętne operowanie takim mikrofonem może spowodować znaczące zmiany barwy nagrywanych dźwięków, jeżeli na skutek ruchu znajdą się poza głównym nurtem, który odbiera mikrofon. I to jest dopiero problem. Do jego obsługi potrzeba specjalisty, lub lepiej z tak wyspecjalizowanego mikrofonu zrezygnować. Ktoś z doświadczeniem umie przewidzieć zachowanie mikrofonu lub dobrać odpowiedni mikrofon, ale wie też, czego nie jest w stanie żaden mikrofon wyeliminować i może nas o tym uprzedzić.

Jakie warunki muszą być spełnione, abyśmy mieli szansę na dobre zarejestrowanie interesujących nas dźwięków?

Elementem podstawowym, a nie docenianym, jest dobór odpowiedniego źródła dźwięku. Jeżeli wybrane przez nas źródło, w dźwięku który z siebie wydaje, posiada mankamenty, to zarejestrujemy te mankamenty, razem z dźwiękiem użytecznym. Staną się elementem naszego sygnału i niewielkie będą szanse na ich późniejsze usunięcie. Do takich niekorzystnych zjawisk należą zakłócenia i szumy towarzyszące wydobywaniu dźwięku.

Na przykład: instrumenty dęte drewniane często wyposażone są w klapki, które stukają przy każdej zmianie konfiguracji ich ustawienia. Może to być odgłos pocierania smyczkiem struny w instrumentach smyczkowych, takich jak skrzypce, czy altówka (na nagraniach nie używamy kalafonii, która powoduje większy opór, a więc dźwięk instrumentu może być głośniejszy i bogatszy). A także sapanie, dyszenie, w trakcie gry na instrumencie. Szczególnie często zdarza się to przy instrumentach strunowych – większych, w których np. naciśnięcie struny wymaga wysiłku. Sapią więc kontrabasiści i wiolonczeliści. Mistrzem gatunku był swego czasu Pablo Casals, wirtuoz wiolonczeli. Jego genialnym nagraniom towarzyszą niezmiennie kaskady dźwięków przedziwnych, a tak nagranych płyt można albo nie słuchać, albo polubić z dobrodziejstwem inwentarza. Oczywiście można uznać takie nagranie, jeżeli mamy do czynienia z fonografią, ale w muzyce ilustracyjnej w filmie trudno sobie wyobrazić, dodatkową osobę, która siłą rzeczy zaczyna brać udział z za ekranu w naszej filmowej akcji, jak duch lub niewidzialny człowiek.

W fortepianie, harfie i kotłach czasem słyszalny jest mechanizm obsługujący pedały, w fortepianie można usłyszeć ramę tłumiącą struny. Mechanizm może być też słyszalny w pozytywkach, zegarach i podobnych urządzeniach. Ciekawostką jest też nucenie wykonawcy i w tym gatunku specjalizują się akurat pianiści. Na koncercie pewnie nie jest to słyszalne, podobnie jak pocieranie smyczkiem nasmarowanym kalafonią, ale kiedy pojawia się mikrofon, który jest blisko źródła, natychmiast nagrywa też dodatki.

Jeszcze bogatsze w różnego rodzaju wady jest źródło dźwięku zwane człowiekiem, jeżeli to głos człowieka jest naszym daniem głównym. W trakcie mówienia słyszalne jest świszczenie i stukanie, jakie powodują koronki, protezy, plomby, dziury w zębach i braki w uzębieniu. Jeżeli dźwięk towarzyszący jest wystarczająco głośny może w skuteczny sposób uniemożliwić rejestrację samodzielnego sygnału użytecznego, a późniejsze próby odseparowania go mogą spowodować zmianę barwy naszego dźwięku, lub będą całkowicie nieskuteczne, jeżeli oba sygnały będą pochodziły z tego samego kierunku i posiadały podobne widmo akustyczne. Czasem dźwięk towarzyszący jest oczywisty (jak sapanie Casalsa) i wtedy w wyjątkowych przypadkach można z nagrania skorzystać. Częściej są to dziwne nieskoordynowane odgłosy, które rozpraszają odbiorców, albo całkowicie zgłuszają to czego chcemy posłuchać.

Wiele lat temu pracowałam przy filmie Fotoamator (reż. Dariusz Jabłoński, 1998). Poproszono nas o usunięcie dziwnego stukania, które pojawiało się w trakcie wywiadu z głównym bohaterem. Postukiwań było mnóstwo, ale zawsze, choć głośne, występowały pomiędzy słowami, a raczej kolejnymi zdaniami. Dawało to szansę na ich usunięcie, choć praca była żmudna, a raczkujące jeszcze systemy dźwiękowe wymagały podzielenia filmu na fragmenty nie dłuższe niż 10 min., bo miały ograniczenia ilości sklejek (do 1000), jakie można było zrobić w ramach jednej sesji. I to ograniczenie uświadomiło nam dopiero rozmiary klęski, a raczej ilość roboty, którą trzeba było wykonać.

Stuki były króciutkie i przypominały zniekształceni elektroakustyczne, ale wtedy ich występowanie nie było by związane z końcem słów czy zdań. Czyli ich pochodzenie musiało być inne. W końcu odkryliśmy źródło: sztuczne szczęki naszego bohatera i pewne szczególne ich wzajemne położenie, kiedy na chwilę zamykał usta po zakończeniu kolejnej myśli. Udało się wszystkie stuki wyciąć nie pozostawiając śladów, ale pozostaje pytanie: Czy nikt na planie zdjęciowym nie zauważył tego stukania? Powinien słyszeć je zarówno operator dźwięku w słuchawkach, jak i wszyscy inni obecni w okolicy mówiącego bohatera. Zadziałała wybiórczość naszych uszu. Wszyscy się mentalnie od postukiwań uwolnili, a potem ich zdziwienie nie miało granic.

Na planie zdjęciowym trzeba zwracać uwagę na wypowiedziane jednocześnie przez aktorów słowa, efekt (krok, trzaśnięcie drzwiami) zagłuszający tekst lub jednocześnie brzmiące instrumenty. To elementy, które po zarejestrowaniu będą stanowiły jeden wspólny dźwięk, a zmiana proporcji pomiędzy składowymi nie będzie możliwa. Słyszymy problemy z gardłem, zatokami, katar, polipy w nosie, czy skrzywioną przegrodę nosową. Mikrofon jest pod tym względem bardziej precyzyjny niż USG, Roentgen i tomograf komputerowy razem wzięte. Dźwięk zarejestrowany w trakcie choroby będzie się różnił od głosu tej samej, lecz zdrowej osoby. Całkowicie niemożliwe do poprawienia w późniejszym opracowaniu są wady wymowy, niewyraźnie wypowiadany tekst, czy regionalizmy. Można poprawić pojedyncze źle wymówione słowa lub głoski, pomyłki dykcyjne czy intonacyjne.

Można poprawić, ale tylko wtedy, gdy

  • opracowywany dźwięk nie występuje jako jeden z elementów wspólnie zarejestrowanego nagrania,
  • mamy możliwość ponownego nagrania tych fragmentów, lub
  • w istniejącym nagraniu znajdziemy elementy, które możemy potraktować jako części zamienne,
  • poszczególne elementy dadzą się spasować w jednolite nagranie pod względem wielu elementów akustycznych.

Nie ma bardziej samobójczego polecenia wydanego aktorom niż mówcie, potocznym językiem, nonszalancko, czy naturalnie jeżeli zostanie to wykonane dosłownie. Takie polecenie otrzymali aktorzy filmu Pitbull, a skutek jest taki, że ten dobry i sprawnie zrealizowany film odnosił większe sukcesy za granicą niż w Polsce. Nic dziwnego. Oni mają napisy, lub lektora z dobrą dykcją. Realizatorzy mieli scenariusz, oraz znajome, wielokrotnie odsłuchiwane dialogi i zapomnieli, że widz kinowy ogląda film zazwyczaj raz, nie zna scenariusza i zdany jest tylko na to co zobaczy i usłyszy.

Mnie przy pierwszym oglądaniu film zmęczył i sądzę, że wiele ważnych elementów umknęło mojej uwadze skoncentrowanej na wsłuchiwaniu się w dialog i sczytywaniu go z ust mówiących aktorów. Nie wszyscy widzowie mają tyle samozaparcia, są montażystami przywykłymi do synchronizowania materiałów lub jak głuchoniemi umieją czytać z ruchów warg. Jeżeli chcemy widza zachęcić do oglądania polskich filmów, nie powinniśmy mu rzucać takich kłód pod nogi.

Poprawne polecenie powinno brzmieć mówcie tak, aby widz miał wrażenie, że jest to język potoczny. I okazało się, że jest to możliwe. Telewizja zakupiła serial, pod warunkiem wykonania postsynchronów dialogów do najbardziej niezrozumiałych fragmentów filmu. Film nic nie stracił na swej naturalności i drapieżności, a za to widz dostał szansę śledzenia akcji, zamiast rozwiązywania słownych rebusów. Osobiście zauważyłam wiele nowych rzeczy,, na które w filmie nie miałam szans.