Studio Sonoria

Bitwa pod Somosierrą

Bitwa pod Somosierrą

Każdy ma swoje przyjemności. My kupiliśmy sobie nowy głośnik – subwoofer, czyli głośnik dla dźwięków super niskich. Pojawił się w samą porę, bo od kilku tygodni walczymy z Napoleonem w Hiszpanii. To kolejny temat z jakim mierzą się Ożywione obrazy, a wraz z nimi dzielna nasza ekipa. Tym razem wyzwanie nie lada, a przygotowania dźwiękowe jak do bitwy pod Grunwaldem. Jak wiadomo z bitwy pod Olszynką Grochowską wyszliśmy zwycięsko, a na nasze szczęście o wielkiej bitwie z Turkami pod Wiedniem jedynie opowiadaliśmy, koncentrując się na tym co namalował mistrz Matejko. W Bitwie pod Somosierrą, będziemy dzielnie walczyć szarżując ze szwoleżerami na hiszpańskie armaty, a więc zgiełku i rabanu musimy narobić nie lada. Bo tego wymaga nasz obraz.


W przypadku bitwy pod Somosierrą, można wśród istniejących malowideł wybierać. Najbardziej znany jest obraz Piotra Michałowskiego z 1837 r. i na nim swoją wizję bitwy w Popiołach oparł Andrzej Wajda. Oczywiście szansy na żadną Hiszpanię ani wąwóz dla filmowców, nie było, a więc bitwę skręcono Polsce, na płaskim terenie za to we mgłach. Opowiadał o tym reżyser w filmie dokumentalnym Andrzej Wajda. Moje inspiracje (reż. A. Wajda, M. Brodzki, 2016), który kończono już po jego śmierci. Miałam przyjemność być w nim konsultantem muzycznym. Współreżyserem filmu był nasz drogi Marek, który wytrzymuje współpracę z nami już od ładnych kilku lat, a zbliżamy się do 20 naszych ożywionych obrazów i bardzo jesteśmy z tej możliwości dumni.


Atak polskich szwoleżerów Januarego Suchodolskiego to także znany obraz. Powstał w 1860 r. i jest w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie. Na obrazie widzimy w pierwszym planie przygniecionego koniem Niegolewskiego i nacierający szwadron Łubieńskiego. Suchodolski był wojskowym, ale także malarzem patriotą i batalistą. Uczył się malarstwa w Rzymie i Paryżu, ale właściwie można go uznać za amatora, który w ten sposób wypełniał czas wolny. Malował bitwy, sceny rodzajowe z udziałem wojska, portrety kolegów. Jako pierwszy malował kuligi parady i pokazy z udziałem koni, a także końskie portrety. Głównie interesował go okres napoleoński, a potem powstanie listopadowe w którym brał udział. Jego obraz namalowany jest z rozmachem, ale też mocno nierealny, a dla filmowej realizacji nie do wykorzystania.


Bitwę pod Somosierrą malowali też Juliusz, Jerzy i Wojciech Kossakowie, Michał Bylina, Wiktor Mazurowski, Jan Rosen i Zygmunt Rozwadowski, a także Francuzi Louis – Francois Lejeune, Hipolit Bellangé i Horace Vernet.


Bitwa miała miejsce 30 listopada 1808 r. Opisywali ją uczestnicy, obserwatorzy, ale także ludzie, którzy swoje wiadomości czerpali z drugiej ręki. Niektórzy dodawali sobie estymy, kreowali na bohaterów i wielkich wodzów. Podobnie mało wiarygodni są autorzy niektórych opracowań. Wiele jest przekłamań, a do prawdy nie dojdziemy już nigdy. Szarża miała długość od 2-4 tys. m., a czas jej trwania to kilka do kilkunastu min. Najbardziej prawdopodobne, że dystans miał 2,5 tys. m., a czas to minut 8. Niewątpliwie szarża była bardzo szybka, zważywszy na teren i porozstawiane działa.

 
Trudno ustalić stan liczebny atakującego szwadronu i waha się on od 80 do 140, a nawet 200 żołnierzy. Im dalej od bitwy tym wszystkie dane zyskują na objętości. Najbardziej prawdopodobne mówią o 125 szwoleżerach i kilkunastu ochotnikach. Szwadron to 250 żołnierzy, ale jeszcze wszystkie siły nie dotarły na miejsce (nie było dowódcy Ignacego Stokowskiego), a część szwoleżerów pełniła dodatkowe funkcje np. w eskorcie różnych marszałków. W szwadronie szwoleżerów byli też trębacze, werbliści i kowale.


Nie ma zgody co do ilości zakrętów w wąwozie, ich ostrości, a także liczebności i rozstawienia nieprzyjacielskich baterii. Wojciech Kossak, w ramach przygotowań do namalowania swojej Panoramy, był na miejscu i wszystko dokładnie obmierzył. Teraz nie sposób już dociec, bo drogę przebudowano. Prawdopodobnie były 4 baterie po cztery, a może niektóre po trzy lekkie działa.


Kontrowersje dotyczą dowodzenia. Jak wiadomo z filmu J. Machulskiego Volta była to szarża pod Hipkiem Kozietulskim, ale o swoim dowodzeniu pisze pułkownik Krasiński, który dołączył dopiero, gdy już ścigano uciekinierów, a francuski biuletyn wspomina o generale Montbrunie, który tylko doręczył rozkaz cesarza i majorze de Ségurze, który był dowódcą wcześniejszego zwiadu francuskiego, a został wysłany z ponownym rozkazem. Ségur do szarży dołączył jako ochotnik. 


O francuskim biuletynie wspominają polscy oficerowie w filmie Julka. Według zapisanych tam informacji była to szarża francusko – polska, nad czym oficerowie ubolewają, ale to nam musi wystarczyć. Dopiero w ostatniej fazie bitwy dołączył ze swoim 1 szwadronem kapitan Łubieński. Nie było też od początku szarży podporucznika Andrzeja Niegolewskiego, który wcześniej wyruszył ze swoim plutonem w góry na zwiad. 


Przed Polakami wysłano na rekonesans szwadron francuski i piechotę, która posuwała się pod osłoną mgły (tej z Popiołów Wajdy). Ale mgła się podniosła i wtedy znalazła się pod huraganowym ostrzałem wroga. Wtedy Napoleon wysłał Polaków. Czy była to genialna strategia, czy przypadek? Doświadczony kawalerzysta generał Montbrun, uważał że się nie uda. Cesarz odpowiedział Zostaw to Polakom (fr. Laissez faire aux Polonais). Na pewno szybka szarża otworzyła drogę na Madryt, a straty nie były tak wielkie, jak można było się spodziewać. Oczywiście wielu szwoleżerów zginęło, poginęły też konie. W przypadku piechoty była by to długa i krwawa bitwa. Jakie były straty Hiszpanów?, trudno ocenić. Wielu po prostu stratowały konie. Uciekali w popłochu. Do niewoli wzięto ponad trzy tysiące ludzi.


Na czele szarży trzeciego szwadronu szwoleżerów, jechał pułkownik Jan Leon Kozietulski (zwany Hipkiem). – Naprzód, psiekrwie, cesarz patrzy, tak podobno brzmiała komenda i w naszym filmie wykrzykuje ją Mateusz Damięcki. To na jego cześć imię dostał nasz nowy subwoofer. Hipolit, dla przyjaciół Hipcio lub Sabcio, bo rzeczywiście od salw armatnich mocno się zasapał. Przeszedł też zwycięsko swój chrzest bojowy i to od razu w tak sławnej bitwie. Na razie stoi w studio udekorowany czerwoną wstążeczką, żeby czuł się wyróżniony.


Polacy szarżowali z obnażonymi szablami. Nie ugięli się pod salwą pierwszej baterii, a druga już takiej salwy oddać nie zdołała. Pod Kozietulskim padł koń, a więc lekko ranny wrócił na pozycję wyjściową pieszo. Trzecia bateria wypaliła, ale konie zmiotły obronę i więcej już się armaty nie odezwały. Wtedy dopiero dogonił kolegów ze swym pułkiem Niegolewski. Przydali się, bo tu było już więcej strzelających z karabinów piechurów. Po zdobyciu czwartej baterii Polaków zostało niewielu. Niegolewski został przygnieciony zabitym koniem (co pokazujemy w filmie), strzelano do niego i próbowano zakuć bagnetami, ale przeżył. Otrzymał od Cesarza Legię honorową.


Hiszpanie rzucili się do ucieczki, ale gonili ich już francuscy strzelcy konni i piechota, a wreszcie szwadron Łubieńskiego i lekkokonne szwadrony Krasińskiego. Następnego dnia odbyła się defilada. Pułk pod dowództwem Krasińskiego defilował w szyku bojowym z dobytymi szablami. Cesarz zdjął kapelusz i krzyknął Cześć najdzielniejszym z dzielnych (fr. Honneur aux braves des braves). Przyglądała się temu cała gwardia cesarska. 


I znów dygresja z filmu Volta. Napoleon był tak zadowolony z Polaków, że oddał naszym dowódcom (to co się nam należy, bo do nas należy) koronę Kazimierza Wielkiego, którą znajduje zamurowaną w ścianie nasza bohaterka. Oczywiście przy tak wielu nieprawdopodobnych wersjach opowieści spod Somosierry, mógł się też zdarzyć zwrot korony, oczywiście pod warunkiem, że najpierw trafiła ona jakimś cudem do rąk Francuzów. Żeby już wszystko się pomieszało, dziś odwiedził nas jeden z kompanów (Philippe Tłokiński) Henryka Walezego (z Volty) i okazało się, że on także walczył pod naszą Somosierrą, co więcej w obu filmach był konsultantem językowym, a Walezemu nawet użyczał głosu.


Jak wiemy od Julka Machulskiego wtedy powstało także powiedzonko pijany jak Polak i znowu pokrętne tłumacze reżysera, który w usta Napoleona wkłada słowa: Pijcie jak Polacy, tak abyście następnego dnia mogli utrzymać się w siodle.


Taki obraz bitwy (oczywiście poza dowcipnymi wstawkami z Volty) pokazuje film edukacyjny Marka Brodzkiego. Punktem wyjściowym stał się obraz Horace Verneta Bitwę pod Somosierrą. Ten francuski malarz naturalista, specjalizował się batalistyce, scenach wojskowych, bitwach, polowaniach i historii. Z upodobaniem przedstawiał okres napoleoński. Malował też portrety Napoleona. Był nauczycielem Suchodolskiego i ojcem chrzestnym Wojciecha Kossaka. Wielokrotnie w swych obrazach nawiązywał do tematów polskich: Śmierć Księcia Józefa PoniatowskiegoWincenty Krasiński w wąwoziePolski Prometeusz.


Do bitwy nawiązywali często pisarze i poeci, zwłaszcza romantyczni, bo jest to opowieść romantyczna do szpiku kości. Powstały o niej książki Wacława Gąsiorowskiego Huragan i Szwoleżerowie Gwardii. Mickiewicz w Panu Tadeuszu wspomina Somosierry grzbiet oszańcowany, Feliks Konarski w swoich Czerwonych makach, pisze o zdobywcach wzgórza Monte Cassino Jak ci z Somosierry szaleńcy. Kult szwoleżerów i ich zwycięstwa w sławnym wąwozie nie podobał się władzom PRL. Dlatego wymyślono deprecjonujący ich termin „kozietulszczyzna”. Nie pomogło. Nadal ich sławimy i jesteśmy z nich dumni.
 

Barwny ich strój, 
amaranty zapięte pod szyją,
O Boże mój, 
jak ci nasi ułani biją!
Ziemia aż drży, 
młody szyldwach aż oczy przeciera,
Tak, on ich zna, 
to ułani spod Somosierra!


To tekst popularnej piosenki kawaleryjskiej pt. Wizja szyldwacha. Często sądzi się że powstała na przełomie XIX i XX w., dla Pułku Ułanów Krechowieckich. Napisał ją Stanisław Antoni Ratold, artysta kabaretowy z okresu międzywojennego. Piosenkarz, konferansjer, autor tekstów. Jego inne prawdopodobne nazwiska i pseudonimy to Stanisław Sulima Zadarnowski, J. Merliński, Zdzisław Sokoła.  Melodię zaczerpnął z francuskich ballad. Piosenka popularność zdobyła niezwykłą, gdy wykonał ją w słynnym kabarecie warszawskim Mirage. Działo się to ok. 1920 r.


Dziś przynajmniej melodię zna każdy. Wykorzystano ja bowiem do innej sławnej piosenki, tym razem Kabaretu Elita: 


Rycerzy trzech
Ketling, Wołodyjowski, Zagloba.
Gnębi nas pech,  
wszystkim nam się Basieńka podoba, ach, podoba.
Zwalczcie tę chuć,  
inny cel wam historia wytycza.
Musicie knuć, musimy knuć – 
jak się pozbyć Tuhaj-bejowicza.

A więc do boju i jak kończyli swoje skecze słynni rycerze: Hej, szable w dłoń!

Close Menu