Studio Sonoria

Dobre prawo autora – prawa osobiste twórców

Prawa osobiste twórców, mogą być dla osób korzystających z ich twórczości rzeczą niewygodną, ale są absolutnie niezbędne aby ci artyści mogli tworzyć we względnym komforcie. Dlatego twórca jest jedyną osobą władną stwierdzić, że dzieło jest ukończone oraz na jakich warunkach może być upublicznione (jeżeli wcześniej nie zostało to ustalone). Jedynym wyjątkiem jest decyzja spadkobierców o ujawnieniu utworów, które pozostały nie publikowane, po śmierci autora. 


W praktyce, często się zdarza, że gdy utwór jest już na ukończeniu, twórca wpada w popłoch i nie mogąc się rozstać ze swoim dziełem, wciąż wymyśla powody, dla których powinien coś jeszcze ulepszyć, poprawić. Dlatego tak ważną rzeczą jest określenie terminu oddania dzieła, bo ma to charakter dyscyplinujący. Często jest obwarowane niemałymi karami finansowymi. A i tak pracując w końcowym etapie realizacji filmu (udźwiękowienie) wielokrotnie byłam świadkiem ogromnego spowolnienia decyzji wraz ze zbliżaniem się do nieuchronnego końca wszelkich prac, a więc i możliwości zmienienia czegokolwiek.


Raz sama byłam w takiej sytuacji, kiedy wspólnymi siłami Andrzej Wajda, Jerzy Morgenstern i Lew Rywin, wysłali mnie samą na zgranie dźwięku do filmu Wielki tydzień (1995), z małą karteczką reżyserskich notatek. Przez dwa tygodnie podejmowałam dziesiątki decyzji, bo przecież zawsze jest coś do wyboru i ktoś musi rozstrzygnąć, a z braku reżysera padło na mnie. I w końcu wszystko było już zrobione. Zrobiliśmy przegląd, poprawki i wtedy nadszedł TEN moment. Dyspozycja wykonania negatywu tonu. 


Wtedy pomyślałam, że to koniec, wyrok i że na pewno wszystko jest źle i nikomu moja praca się nigdy nie spodoba (chociaż zadowolona była cała pracująca ze mną ekipa). I żyłam w takim stresie, aż do pierwszej projekcji na której usłyszałam, że właściwie to wszystko jest bardzo pięknie i tak właśnie miało być. Więc skąd te nerwy i niepokoje? No skąd? Ciekawe, czy gdybym podjęła kilkadziesiąt innych decyzji też by było tak pięknie?

Jeżeli raz twórca zdecydował się na rozpowszechnianie utworu, to na tym jego decyzja o pierwszym udostępnieniu się wyczerpuje. I znowu, jak z ostatecznym terminem oddania pracy, gdyby nie ten zapis, jeszcze obwarowany karami, to wielu twórców swoją decyzję zmieniało by kilka razy w tygodniu i tak do śmierci. To znaczy gotowy i przyjęty przez zamawiającego utwór można poprawiać, ale, za jego zgodą i najlepiej na swój koszt. Szczególnie ta druga kwestia bardzo studzi wszelkie zapały.


Taką przygodę także kiedyś przeżyłam. W filmie było dwóch reżyserów i jeden z nich wyjechał na czas zgrania i poprzedzający go tydzień ostatnich prac dźwiękowych, w tym nagrania i montażu muzyki. Oficjalne stanowisko brzmiało, że zostawia wszelkie pełnomocnictwa. W czasie jego miesięcznej w sumie nieobecności odbyła się kolaudacja filmu i film z zachwytami przyjęto, zapłacono. Wszyscy zadowoleni.


I teraz ten reżyser wraca, ogląda gotowe dzieło i stwierdza, że wiele rzeczy chciałby zmienić. Biegnie do szefa studia i tam słyszy. Jeżeli obaj ustalicie obowiązująca wersję dźwięku, ja jestem w stanie obejrzeć kolaudację raz jeszcze i zdecydować, która wersja mi się bardziej podoba i tę przyjąć, możliwe, że tę nową. Ale za wszystkie prace (montażysta obrazu, operator dźwięku, konsultant muzyczny, montażownia, taśma magnetyczna, sala zgraniowa) płacicie z własnej kieszeni i nie wnikam czy solidarnie czy jakoś inaczej. I zapłacili. Drugie zgranie było znacznie lepsze, chociaż zmian nie było wiele, ale te najbardziej potrzebne. Może zresztą bez pierwszego zgrania, nie podjęto by tych wszystkich ostatecznych decyzji?


Utwór może być przeznaczony dla konkretnego wykonawcy. Autor może nie wyrazić zgody na inne planowane wykonanie, jego miejsce czy okoliczności. Oczywiście nie sposób wyobrazić sobie sprawdzanie wszelkich dancingów czy zabaw w remizach, ale już w przypadku nagrań, autor może takiej zgody nie wydać, lub nawet ją cofnąć, kiedy usłyszy gotowe wykonanie. Szczególnie, że w powszechnej praktyce takie zgody może wydawać ZAiKS, jeżeli nie ma stałego zakazu.


Tu również mamy znakomity przykład. Sen o Warszawie M. Gaszyński/C. Niemen. Zgody na bazie pełnomocnictwa udzielił OZZ, ale Czesław Niemen po wysłuchaniu nagrania Macieja Maleńczuka, które zresztą wielu osobom bardzo się podobało, doprowadził do wycofania ze sprzedaży płyt z nagraniem, a nagrania z zasobów wszystkich rozgłośni radiowych. To też przestroga. Jeżeli wykonanie ma być specyficzne i odbiegające od oryginału, to zawsze lepiej zawczasu skontaktować się z autorami.


W tej sytuacji ciekawie przedstawia się sytuacja instrumentacji i aranżacji. Jeżeli, tak jak chcą kompozytorzy, nie dzielić się tantiemami, nie są to utwory zależne, a wynik technicznej biegłości i znajomości warsztatu. W takim przypadku nie trzeba się ubiegać o zgodę na tego typu działanie, więc i trudno taką nie obowiązującą zgodę, cofnąć. Doświadczyło takiej sytuacji wielu twórców, szczególnie gdy aranżacje przygotowywane są na festiwale czy imprezy jednorazowe i dopiero wtedy mogli posłuchać co się porobiło. 


Nadzór autorski jest dobrym prawem autora i dotyczy przede wszystkim tych dzieł, które mają formę projektu, czyli w trakcie realizacji ewaluuje. Umowa może precyzować zakres nadzoru, jaki twórca, za zgodą zamawiającego, będzie mógł prowadzić. Do nadzoru autorskiego należy realizacja projektu architektonicznego czy plastycznego, wdrażanie w produkcję wzoru przemysłowego, autoryzacja tłumaczenia, akceptacja zmontowanej ilustracji muzycznej do filmu, a czasem zgraniu filmu, które tę muzykę zawiera, udział w rejestracji skomponowanej, bądź wykonanej muzyki, udział w próbach spektaklu, którego się jest autorem, nadzór nad odlewem rzeźby, wywołaniem materiałów światłoczułych, czy przyjmowanie kopii, w tym dźwiękowych, na taśmie światłoczułej. 


Osoba korzystająca z utworu ma obowiązek umożliwić twórcy nadzór autorski przed rozpowszechnieniem utworu i naniesienie ewentualnych zmian. Twórca może z oferty skorzystać i tak się zazwyczaj dzieje, ale może też od sprawowania nadzoru odstąpić. Nie ma takiego obowiązku, a jedynie możliwość. Zależnie od treści umowy nadzór autorski jest płatny lub nie. Twórcy przysługuje lub nie zwrot kosztów podróży i zakwaterowania w określonym umową zakresie (ilość przyjazdów). Umowa powinna zawierać warunki i terminy, w jakich nadzór ma być prowadzony. Wtedy utwór może być rozpowszechniany nawet, kiedy twórca z prawa do nadzoru nie skorzysta i nie zrezygnuje z niego pisemnie. Częstsze są przypadki, w których trzeba twórcę ograniczać, jest zbyt aktywny i dezorganizuje pracę innym, np. kompozytor, który za podstawową wartość filmu czy spektaklu uznaje swoją muzykę i nic więcej go nie interesuje.


Twórca może nie udzielić zgody na eksploatację utworu w jakiejś wadliwej, według niego, formie. Może zakwestionować jakość egzemplarzy i zażądać poprawienia odlewu, nakładu płyt, medali, monet czy książek. Tu przede wszystkim mamy do czynienia z odpowiedzialnością cywilną. Chociaż zniekształcenie utworu i wszelkie naruszenia prawa, które stymulują korzyści materialne naruszającego, powodują odpowiedzialność karną (grzywna, ograniczenie wolności lub pozbawienie wolności do lat 3). 

Dotyczy to zarówno wadliwego wykonania egzemplarzy dzieła, jak wypaczanie treści i formy utworu przy technikach eksploatacji. Czarno-biała kopia czy reprodukcja w gazecie, wadliwe wersje filmu dla telewizji czy DVD, ale też projekcja filmu w innym formacie obrazu czy dźwięku niż to zrealizowano, źle ustawione światło lampy obrazu, lub źle ustawiony czytnik dźwięku w czasie projekcji, wreszcie pomylona kolejność wyświetlanych aktów, co zdarzyło się na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni na pokazie filmu Pan Tadeusz (1999 r., reż. A. Wajda).


Nienaruszalność formy i treści, czy jak mówi się często „integralność utworu” to pojęcie bardzo szerokie. Może dotyczyć zmiany tekstu w utworze słowno-muzycznym, prześmiewczego lub niezgodnego z charakterem utworu opracowania. Z takimi zarzutami mogą się spotkać parodie, kabarety itp. Nie wszystkie zmiany poczynione przez inne osoby, niż autor, naruszają jego prawa osobiste. Czynią to takie zmiany, które osłabiają lub zrywają jego więź z utworem. 

Za nierzetelne można uznać cytowanie fragmentów wyrwanych z kontekstu, które wypaczają treść i intencje autora, czy zmieniają wymowę dzieła. Oczywiście takie ingerencje mogą dziać się za zgodą i przyzwoleniem twórców i wtedy nikt nie powinien mieć pretensji.


W filmie często mamy do czynienia z niekonwencjonalnym wykonaniem utworów. Dlatego uzyskując zgodę od twórców trzeba dokładnie określić, co zamierzamy z utworem robić, czy wykorzystamy go w całości czy we fragmencie, jakie będą zniekształcenia i zmiany, oraz kontekst wykorzystania. Orła cień (muz. R. Janson sł. K. Stankiewicz wyk. zespół Varius Manx), śpiewany przez komisarza Rybę w filmie Kiler (1997, reż. J. Machulski) wraz z płytą, może być zabawny dla widza, ale mógł by być nie do przyjęcia dla autorów, dlatego należy uzgodnić z nimi ten kontekst.


Jeszcze bardziej należy być wyczulonym w reklamie. Utwór Nie zapomnisz nigdy (muz. J. Szczygieł, sł. A. Jastrzębiec-Kozłowski, wyk. J. Połomski) w reklamie Geriawitu okazał się dla autorów być zabawny, ale uraził wykonawcę piosenki, chociaż do reklamy utwór nagrano i wykonano ponownie, w wersji niepodobnej do oryginału.


Częstym dylematem jest zakres zmian, jakich może się dopuścić zamawiający w stosunku do otrzymanego dzieła i czy może je wykonywać bez udziału twórcy. Przyjęło się, że samodzielnie (za zgodą inspektora nadzoru) można zrobić pewien, określony, procent zmian w projekcie architektonicznym. Jednocześnie na podstawie zakupionego projektu może powstać jeden dom, lub ustalona w umowie ilość budynków, co łączy się z opracowaniem, przez autora planu sytuacyjnego, informującego, jak mają być budynki rozstawione np. w ramach osiedla. Trudno wyobrazić sobie zamawiającego, który domalowuje fragmenty obrazu czy dopisuje nuty. Właściwa wydaje się forma nakłaniania autora do przeprowadzenia oczekiwanych modyfikacji i poszukiwania kompromisów. 

Close Menu