Studio Sonoria

Zając (nie)zwykły, całoroczny

Zając (nie)zwykły, całoroczny

Zając to jeden z najpopularniejszych gatunków zwierząt. Osobnik ma długość 35-75 cm, wysokość około 30 cm. Waży od 3 do 6 kg. Tylne nogi zająca są znacznie dłuższe od przednich. Uszy – znacznie dłuższe od głowy. Szare futro świetnie upodabnia zająca do podłoża. Stąd też nazwa szarak, co w gwarze znaczy też pospolity. Zające żyją w całej Europie, poza Półwyspem Iberyjskim i północną Skandynawią. Także w Azji. Od Iranu po Irtysz. W Polsce zajęcy jest niewiele ponad 0,5 mln i ich ilość systematycznie maleje. W latach 70. XX w. było ich prawie 3,2 mln. Powodem gwałtownego spadku populacji było wprowadzenie szczepień przeciwko wściekliźnie u lisów. Miało to chronić ludzi przed wścieklizną i tak się stało. Przyniosło jednak uboczny skutek – przybyło lisów, a tym samym ubyło zajęcy, na które lisy zawzięcie polują.

Szaraki są gatunkiem stepowym. Występują na obszarach upraw rolniczych i suchych łąkach. Nie lubią obszarów bagiennych i podmokłych. Nie boją się jednak wody i umieją pływać. Występują też w młodnikach, a w dużych lasach pojawiają się rzadko. Nie kopią nor. Śpią w nieckach i pod miedzą, o czym nie wiedzą tylko myśliwi. Są wyłącznie roślinożerne. Odżywiają się zarówno w dzień, jak i w nocy. Spożywają niewielkie nadziemne części roślin (ulubiona kapusta) oraz korzonki, bulwy i kłącza. W zimie obgryzają gałązki drzew i krzewów, wczesną wiosną zjadają młode pędy. Piją wodę sporadycznie, wystarcza im rosa z roślin. Słuch mają doskonały. Gorzej ze wzrokiem. Dostrzegają ruch nawet z daleka, ale przedmioty nieruchome są dla nich w zasadzie niewidoczne. W normalnych warunkach nigdy nie wydają głosu. Ich charakterystyczny głos, tak zwane kniazienie, można usłyszeć tylko wtedy, gdy są ranne lub zagrożone. Mogą żyć nawet 13 lat, ale większość osobników dożywa najwyżej 5. Samica rodzi dzieci trzy razy do roku i małych zajączków jest 2 – 5.

Zające są wdzięcznym przykładem wykorzystywanym w przysłowiach i powiedzonkach. Nie zagrażają nam, są sympatyczne, miłe w dotyku. Mówimy „zajęcze serce” o kimś dobrotliwym, a przy tym naiwnym. Zające są też płochliwe i czujne. Mówimy, że ktoś śpi jak zając, albo ma zajęczy sen. Można też siedzieć cicho jak zając pod miedzą. Jak kogoś obleci strach, mówimy, że zając mu wszedł w nogi. A jak ktoś się przewróci, że złapał zająca. Zające są sprytne, pomysłowe i dowcipne. Tak przedstawia się je w bajkach, a przede wszystkim w radzieckiej kreskówce Zając i wilk, której kolejne odcinki kończą się oświadczeniem przechytrzonego wilka Nu zajac ty pagadzi!!!! I całe szczęście, że zając jest sprytny, bo inaczej byłby tylko pasztet zajęczy. Tylko praca nie zając, i nigdzie nam nie ucieknie. Bardzo lubię powiedzenie, że ktoś narozrabiał jak pijany zając, albo zając w kapuście. Angielski odpowiednik tego sformułowanie brzmi narozrabiać jak marcowy zając, czyli zając w rui i taki zając występuje w Alicji w krainie czarów. Zajączkami nazywamy też pojawiające się tu i ówdzie odbicia światła.

Zając niezmiennie kojarzony jest ze świętami Wielkiej Nocy. W niektórych domach dzieci są z okazji tych świat obdarowywane, a wtedy to Zajączek przynosi im prezenty. Zając Wielkanocny może być cukrowy, czekoladowy, albo jeszcze lepiej wielki i czekoladowy, otwierany, a w środku zawierać kolejne łakocie i słodycze. Takiego zajączka dostałam kiedyś od Zająca (nie)zwykłego, naszego muzycznego, a nawet jazzowego, bo jest to ksywka powszechnie znanego jazzmana Wojciecha Karolaka. I to dopiero jest zając szalony, przy którym wszystkie inne postacie poczciwego szaraka bledną. Ostatnio, kiedy okazało się, że skończył już 80 lat, wiek dla zająca niewyobrażalny, to także nie mogłam sobie tego wyobrazić, chociaż znamy się, przyjaźnimy i pracujemy razem już blisko lat 40. Ale jakoś to szybko zeszło.

Ojciec Zająca – Karolaka, był profesorem ASP, a starszym pokoleniom dobrze zanany jest jako autor ilustracji w popularnym elementarzu Falskiego. Nasz bohater od dzieciństwa przejawiał zdolności rysunkowe i nawet miał zamiar uczyć się w liceum plastycznym, ale wtedy okazało się, że jest daltonistą. Na szczęście rysowania nie zaniedbał, a przyjaciołom dobrze znane są jego grafiki, czyli rysunki czarno białe. Zając najczęściej chadza ubrany na czarno, bo w ten sposób bez problemu dobiera kolorystycznie ubrania. Na pewno jest bardzo elegancki i pachnie świetną wodą kolońską, co wyróżnia go nie tylko wśród zajęcy, ale także, a może przede wszystkim, wśród wszystkich mężczyzn na świecie.

Zainteresowania muzyczne może by się nie pojawiły tak intensywnie, gdyby nie problemy w karierze plastycznej, a tak, pod koniec lat 50. saksofonista Wojciech Karolak, zaczął pojawiać się w bogatym wtedy jazzowym środowisku Krakowa. Kogo tam nie było? Krzysztof Komeda Trzciński, Jan Ptaszyn Wróblewski, Jerzy Duduś Matuszkiewicz, Andrzej Kurylewicz. Na początek lat 60. datuje się współpraca ze studiem M2 i Big Bandem Polskiego Radia dla których gra, aranżuje i komponuje oraz prowadzi wspólnie trio z Andrzejem Dąbrowskim. W połowie lat 60. Karolak wyjeżdża, jak wielu muzyków w tym czasie, do Szwecji. Gra wtedy z Michałem Urbaniakiem, w klubach, restauracjach, na koncertach, ale drogi ich się rozchodzą, kiedy jeden chce emigrować do USA, a drugi nie chce opuścić Europy i wraca do Polski.

Wraca za to z organami Hammonda – B3 (kultowy model z połowy lat 50.) i od tej pory kojarzymy go głównie z tym instrumentem. Co więcej, jest jednym z wirtuozów, który tajniki Hammonda opanował jak mało kto, a dzięki znakomitej technice może zagrać na nich właściwie wszystko. Na pewno nie mógł być z takiego klienta zadowolony twórca instrumentu L. Hammond, amerykański zegarmistrz, który chciał przygotować namiastkę organów do celów kościelnych. A instrument najbardziej zainteresował klasycznych muzyków jazzowych (K. Stockhausen) i popowych (The Mahavishnu Orchestra, Procol Harum, J. Lord z Deep Purple, Czesław Niemen). Charakterystyczne wibrujące brzmienie, uzyskiwane jest dzięki dodatkowemu urządzeniu. Jest to zestaw wirujących głośników wykorzystujący efekt Dopplera. W zależności od prędkości, z jaką wirują głośniki wysokotonowe (trąbki) i przesłona głośnika niskotonowego, możemy uzyskać dźwięk czysty, z chorusem lub efekt tremolo. Nie jest to wynalazek Hammonda, nigdy go nie używał, a nawet nie lubił. Twórcą pomysłu jest D. Leslie, a pierwsze egzemplarze wyprodukowała w 1940 r. jego firma Electro Music. Dopiero w 1980 r. patent i produkcja systemu Lesiego stała się własnością firmy Hammond.

Zając na organach gra już w Maistream z Janem Ptaszynem Wróblewskim, Time Killers (jak ja tę płytę lubię, a mam ją z autografem) z Tomaszem Szukalskim i Czesławem Małym Bartkowskim, a także Januszem Muniakiem, Obywatelem GC, Jarosławem Śmietaną, Piotrem Baronem, Leszkiem Cichońskim, Zbigniewem Lewandowskim. Niestety dla nas i dla potomnych nasz wyjątkowy Zając jest roztrzepany jak mało kto i nie dba o swoją twórczość. Komponuje mało, gubi nuty, a utworów nie zgłasza w ZAiKS-ie. Najpiękniejsze melodie powstawały do tekstów Marysi Czubaszek i tych wyprzeć się nie może (Wyszłam za mąż zaraz wracam, Każdy as bierze raz, Miłość jest jak niedziela), ale są też piosenki do tekstów Agnieszki Osieckiej, Magdy Czapińskiej, czy Adama Kreczmara, a zresztą kto wie, co jeszcze gdzieś gnieździ się w szufladach. Bo Zając jest też chomikiem i właściwie ma Chomik na drugie, a na trzecie Wiewiórka, bo nie wie, gdzie co schował. Osobiście pomagałam go Magdzie Czapińskiej złapać na zapleczu Teatru 6 Piętro, aby wyłudzić podpis na takim ZAiKS-owym zgłoszeniu.

Ja oczywiście poznałam Wojciecha Karolaka już po jego triumfalnym powrocie do Polski z Hammondem, za to jeszcze w czasie studiów na sesjach Big Bandu Polskiego Radia, który nagrywał wtedy Jacek Szymański i na nagraniach płytowych dla Polskich Nagrań, które prowadził mój profesor Janusz Urbański. Bardzo mi się te znajomości muzyczne przydały, kiedy po studiach zaczęłam swoją pracę jako konsultant muzyczny. Wtedy pojawił się też Wojciech Karolak kompozytor muzyki filmowej. Po długim pobycie za granicą, szerokiej publiczności był chyba mało znany, bo musiałam stoczyć w telewizji morderczą walkę, która Zająca w ogóle nie interesowała. Nie chciano przyznać mu za kompozycję stawki najwyższej, ale średnią, dla początkujących chociaż już zawodowych autorów. Powód, no oczywiście członek ZAIKS, ale prawie nie ma zgłoszonych kompozycji. Po latach mogę zapytać: a teraz to niby ma? Tylko teraz nie obowiązują (jeszcze) słynne tabele wynagrodzeń.

Tego filmowego komponowania było zaledwie kilka lat: 1981: Filip z konopi (scenariusz M. Czubaszek, reż. J. Gębski – muzyka, dyrygent i Konopielka (reż. W. Leszczyński) – muzyka; 1983: Bardzo spokojna wieś (reż. J. Kidawa) – muzyka i Szczęśliwy brzeg (reż. A. Konic) – muzyka, wykonanie muzyki; 1984: Miłość z listy przebojów (reż. M. Nowicki) – muzyka, dyrygent i już beze mnie w 1985: serial Przyłbice i kaptury (reż. M. Piestrak) – muzyka, wykonanie muzyki, a potem długo, długo nic i wreszcie Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy (reż. J. Majewski). Oczywiście był jeszcze udział w nagraniach filmowych, ale częściej odbywały się koncerty i różnego typu imprezy, na które Zająca za uszy udawało się wyciągnąć, jak chociażby Wieczór z Alicją, w którym odpowiadał za opracowanie muzyczne, czyli był na każdej rejestracji programu obecny i grał na swoim Hammondzie. W mojej pamięci najbardziej pozostało otwarcie polskiej siedziby Leo Burnett, jeszcze na Saskiej Kępie, na którym za moją namową zagrali razem z Adamem Cegielskim i Czarkiem Konradem. Oczywiście zrobili furorę, a impreza Leo Burnett długo uchodziła za najelegantszą w branży reklamowej.

Bardzo lubiłam czasy pisywania przez Zająca muzyki do filmów. Spotykaliśmy się wtedy często, niby żeby posłuchać co nowego zostało skomponowane, a tak naprawdę oglądaliśmy filmy, które udało się zdobyć na VHS, bo Zając miał odtwarzacz, a filmy oglądał pasjami i chyba dalej tak ma. Zapijaliśmy się przy tym mocną herbatą, ja gorzką, a Zając solidnie słodzoną. Oczywiście oglądaliśmy filmy w nocy, kiedy Zając właśnie nie spał, a ja zrobiłam wszystko, co miałam zrobić. Pani Marysia od razu, jak się orientowała na co się zanosi, szła spać. Ja ewakuowałam się koło północy, bo jednak pracowałam od rana, a Zając oglądał dalej do 5.00, no może 6.00, wyprowadzał na spacer psa i wtedy dopiero szedł spać. Bo zające (nie)zwykłe prowadzą życie nocne. Kiedyś nie należało dzwonić przed 15.00, a teraz mamy umowę, że gdyby co, to najlepiej w okolicy 19.00 no może 20.00. Nawet sławetne posiedzenia Excentrycznego świrbendu, czyli spotkania na temat muzyki w filmie Excentrycy, ze względu na przytomność i poczytalność Zająca odbywały się w godzinach od 21.00 do 1.00. Przy mocnej herbacie w dużych ilościach oczywiście i mnóstwie słodkości, bo Zające słodkości też lubią, tzn. jeden z nich.

Close Menu