Fikcje i prawdy (1)

Fikcje i prawdy (1)

Film nie jest źródłem empirycznym. Wszystko co obserwujemy na ekranie jest rodzajem symbolu. Z jednej strony inscenizacją tego co było i minęło, z drugiej próbą utrwalenia swoich czasów dla potomnych. Jest to podobne malarstwu, dzięki któremu widzimy historię tak, jak zobaczył ja artysta i przy pomocy epizodów, które jemu wydały się, dla oddania ducha całej sprawy, najistotniejsze. Punktem wyjścia do opowiadania jest punkt widzenia twórcy. 

Dobrą ilustracją powyższego twierdzenia jest całkowita odmienność dwóch opisanych niedawno przez M. Jazdona filmów dokumentalnych. Powstały niezależnie, oba z materiałów nakręconych w czasie wojny hiszpańskiej. W dwóch wytwórniach filmowych zamówiły je obie walczące ze sobą strony, dla pokazania swoich racji. Powstał film zmontowany przez FOX w reż. J. Forda – dla białych i film zmontowany przez Paramount w reż. J. Hustona – dla czerwonych. Nie trzeba dodawać, że były to dwa bardzo różniące się od siebie filmy. Źródło: Marek Hendrykowski, Film jako źródło historyczne, wydawnictwo Ars Nova. Gorąco polecam. Bardzo ciekawe. Warto przeczytać.
 

Ale nawet, jeżeli film jest jeden, takie źródło może mieć wiele różnych odczytań. To my, oglądając go, rekonstruujemy całość wydarzeń, jakie film przy pomocy wybranych scen, opisuje. Każdy z nas ogląda i zapamiętuje swój film. Jest to inny film niż ten, który chciał nam pokazać twórca. Do jego wersji dokładamy własne spostrzeżenia i przemyślenia, a jednocześnie wiele rzeczy, które przedstawiono umyka naszej uwadze.
 

W tej sytuacji zasadne wydaje się pytanie: czy film może być źródłem wiedzy historycznej? Odpowiedź jest twierdząca i dotyczy zarówno filmów i materiałów archiwalnych, jak i filmów współczesnych, w których takie materiały się wykorzystuje. Film jest formą atrakcyjną, głęboko zapada w pamięć i działa na wyobraźnię widza. Daje, najbardziej realne ze wszystkich sztuk, wrażenie odbicia rzeczywistości. Dlatego jest, a przynajmniej może być, świetnym źródłem wiedzy, a nawet pomocą dydaktyczną. Oczywiście pod warunkiem, że jego przekaz, na skutek manipulacji nie zostanie zafałszowany. Z pełną świadomością, że nigdy nie będzie do końca obiektywny, bo opowiedziany z punktu widzenia człowieka, który snuje dla nas tę opowieść.
 

Świadomość, że do materiałów filmowych należy podchodzić z rezerwą, pojawiła się w latach 40. XX w. Przełomowym wydarzeniem była, wyreżyserowana przez O. Welles’a (1938), radiowa adaptacja powieści science fiction Wojny Światów/The War of the Worlds Herberta Georga Wellsa z 1898 r. Tej samej, która stała się podstawą do filmu Piotra Szulkina, pod tym samym tytułem. Audycja została wyemitowana na żywo w Halloween. Uważana jest za najniezwyklejsze słuchowisko, jakie powstało kiedykolwiek. Słuchacze potraktowali ją jako faktyczny reportaż z miejsca wydarzenia i wśród mieszkańców New Jersey wybuchła panika. Wkrótce potem powstał film Wellsa Obywatel Kane/Citizen Kane  (1941). 25 letni reżyser – debiutant otrzymał Oskara za scenariusz, a w 9 kategoriach film był nominowany. Film był niezwykle nowatorski (dziś jesteśmy pewni, że to jeden z najlepszych filmów jakie zrobiono kiedykolwiek), oryginalnie sfotografowany, wykorzystujący montaż wewnątrz kadrowy. Montowano go 9 miesięcy, a nic czego dowiedział się widz nie było do końca pewne, ani jednoznaczne. Po tych doświadczeniach, można było z dużą stanowczością powiedzieć, że żaden nawet dokumentalny materiał filmowy nie jest gwarantem obiektywnej prawdy o czymkolwiek, co przedstawia. Oczywiście ten film to fabuła, ale wiele wskazywało na realnie funkcjonujące w amerykańskiej świadomości postaci: magnata prasowego W.R. Hearsta i multimilionera H. McCormicka. Jest to więc film z kluczem, na tyle bliski rzeczywistości, że żadna z 20 gazet należących do Hearsta nie wspomniała o jego premierze, ani w ogóle, że powstał i jest wyświetlany w kinach. Postać przedstawiana jako Susan, posiada z kolei wiele cech żony multimilionera. W rzeczywistości była bardzo niezdolną śpiewaczką operową sponsorowaną przez męża. Miałam możność słuchania jej nagrań uwiecznionych na płytach. Przeżycie określiłabym jako mocne. Był to przebój kilku prywatek studentów wydziałów: reżyserii dźwięku, kompozycji, teorii i dyrygentury. O gorszym audytorium nie mogła nawet marzyć.

Tags: