Studio Sonoria

Pamięć i wrażliwość

Pamięć i wrażliwość

Leży przede mną niewielka książeczka. Ma ok. 200 stron, kartki wysypują się ze źle sklejonego grzbietu. Papier gazetowy, druk drobny. Kiedyś biała, dziś kremowa okładka. Wzdłuż namalowano pasek taśmy filmowej w kolorze sepii. Rok 1972. Cena 50 kopiejek. Tytuł Mastierstwo zwukoapieratora czyli mistrzostwo, maestria, kunszt operatora dźwięku. Tak po ponad 40 latach wygląda lektura obowiązkowa mojego rocznika Wydziału Reżyserii Dźwięku z przedmiotu Dźwięk w filmie. Oczywiście w pierwszym semestrze, pierwszego roku studiów. Pamiętamy ją wszyscy, bez względu na to, czym się kto z nas teraz zajmuje.


Na roku było nas ośmioro. Świeżo upieczeni studenci są zawsze bardzo ambitni. Całymi dniami siedzieliśmy na uczelni i słuchaliśmy opowieści o rzeczach, o których wcześniej nam się nie śniło. Co robi kucharz czy hydraulik mniej więcej wiadomo, ale reżyser dźwięku? Wiedzieliśmy, że będziemy nagrywać płyty, pracować w radio, telewizji lub filmie, ale jak to będzie wyglądało to już była tajemnica. 


Podręczników i książek z naszej dziedziny nie było. Nie było Internetu, a sprzęt dziś dostępny amatorowi, nie zawsze był dostępny nawet profesjonalistom. Wiedzieliśmy tyle, ile nam powiedziano lub pokazano. Byliśmy też wdzięcznym obiektem żartów ze strony profesorów i starszych kolegów. Podstawę do nauki stanowiły notatki z zajęć. Aby niczego nie uronić przywykliśmy uczyć się razem, porównując to, co kto zdążył zanotować i zapamiętać.


Pewnego razu odwołano wykłady z przedmiotu Dźwięk w filmie. Profesor Jan Szmańda pojechał służbowo z filmem do Moskwy. Żyliśmy nadzieją na pasjonujące opowieści zawodowe po powrocie, a tymczasem każdy z nas otrzymał niewielką białą książeczkę z namalowanym wzdłuż paskiem taśmy filmowej w kolorze sepii i poleceniem opanowania zawartego w niej materiału na następne zajęcia. 200 stron drobnym druczkiem i cyrylicą. Nie przejęliśmy się zbytnio. Wypadło po około 25 stron na osobę i tyle. Każdy miał przygotować swoje rozdziały i streścić kolegom. 


Spotkaliśmy się jak zwykle. Kolejne osoby relacjonowały przeczytane rewelacje. Nagrania dialogów, efektów, muzyki. Realizacje na planie i w studio. Play backi, 100% i postsynchrony. Opracowanie koncepcji, notatki, partytury… Mnóstwo szczegółów, przykładów, konkretnych rozwiązań. Nikt z nas nigdy nie był na planie filmowym, ledwo co kilka razy w studio na wycieczce. 


Nic z tego nie rozumieliśmy w żadnym języku. Książeczka okazała się kompendium wiedzy absolwenta wydziału, który właśnie zaczynaliśmy i to najlepiej już z pewnym zawodowym doświadczeniem. Profesor z nas zażartował. Wystarczyło, że przekartkował książkę i już wiedział, że zawarte w niej porady są dla nas niedostępne. Piękny był tylko tytuł. Nie spodziewał się, że ktoś z nas przebrnie przez 200 stron, bardziej liczył, że przyjdziemy z płaczem lub będziemy coś zmyślać.


Postanowiliśmy go zaskoczyć. Przygotowaliśmy podsumowanie zaleconej lektury, oczywiście tak, żeby nie było wątpliwości, że ją przeczytaliśmy, dowcipnie i zgodne z naszym poziomem wiedzy. Książka miała bardzo przejrzystą konstrukcję. Każdy rozdział zawierał opis czynności, której dotyczył. Następnie uwarunkowania i założenia oraz sposoby podejścia do realizacji. Jakie mogą wystąpić problemy, jak je rozwiązywać, na co zwrócić uwagę, o czym pamiętać. Przykłady praktycznych rozwiązań w istniejących filmach. 


Wreszcie sugestie od autora, aby dla lepszej realizacji zleconych zadań wnikliwie obserwować świat zewnętrzny analizować i zapamiętywać swoje wrażenia z tych obserwacji, a także w podobny sposób obserwować i zapamiętywać rozwiązania przyjęte w takich sytuacjach przez kolegów. Ten fragment powtarzał się we wszystkich rozdziałach, a także we wstępie i zakończeniu. Uznaliśmy go za kluczowy. Oświadczyliśmy zdumionemu profesorowi, iż z zaleconej lektury wysnuliśmy wniosek, że operator dźwięku bez względu na to co robi powinien cechować się dobrą pamięcią, aby wszystko mógł zapamiętać i ogromną wrażliwością, aby na pewno wszystko co trzeba zaobserwował. Czyli o mistrzostwie operatora dźwięku decydują jego „pamięć i wrażliwość”. 


Nasza praca i jej wyniki zostały ocenione bardzo wysoko, szczególnie ze względu na sposób, w jaki do powyższych wniosków doszliśmy. Profesor uznał, że poza pamięcią i wrażliwością operator dźwięku powinien być jeszcze inteligentny, zaradny i dobrze zorganizowany, a te cechy mamy, niezależnie od mizernej wiedzy, którą każdy z nas posiada. To dobrze rokuje na przyszłość. Cały epizod uznaliśmy wtedy za  żart. Hasło „pamięć i wrażliwość” bawi nas do dziś, ale do książki pewnie nikt już nigdy nie zaglądał. Szkoda.


Brnę przez rzędy wyglądających jak krzesełka liter i ze zdziwieniem stwierdzam jak wiele znakomitych i ciągle aktualnych spostrzeżeń zawiera ta niepozorna książeczka. Nie tylko w odniesieniu do operatora dźwięku, ale do wszystkich zawodów filmowych. Osobowość artystyczna, zdolności i umiejętności z danej dziedziny sztuki, są nierozerwalnie związane z opanowaniem narzędzi i ich technicznych możliwości. Technika nie gwarantuje wprawdzie artystycznego sukcesu, ale znajomość warsztatu jest niezbędna, aby móc w pełni realizować swe artystyczne wizje. 


Takim warsztatem są komputery i ich ekspansja we wszystkie dziedziny naszego życia w tym nasze życie zawodowe. Ciągle wykorzystuje się je dla tanich fajerwerków, ale co raz częściej wspomagają swą mocą zamierzenia z gruntu artystyczne i ten wkład jest trudny do przecenienia. Mózgi elektronowe czyszczą obraz filmowy z lin podtrzymujących dekorację, ale również pomagają wykreować armię Joanny D’Arc, czy wreszcie wkomponować ręce Janusza Olejniczaka w postać aktora grającego Władysława Szpilmana.  


Odpowiedni sprzęt był na planie filmowym i od razu można było stwierdzić jak połączą się w jedną całość dwie niezależnie odgrywające scenę osoby – aktor i pianista. Tak przygotowany obraz, już po zdjęciach, podlegał perfekcyjnej obróbce komputerowej, aż do osiągnięcia efektu, który dane nam było obejrzeć na ekranie. Nie jest to najważniejszy walor filmu Pianista, a problem synchronicznych, spójnych z całą postacią rąk w trakcie gry na fortepianie wydaje się wobec poruszanej w filmie tematyki miałki, ale jest to jeden z wielu małych elementów, których perfekcja powoduje, że widz lepiej czuje się w realiach przedstawianej opowieści. 


Komputer nie jest też sprzętem w takim przypadku niezbędnym. W tym samym czasie realizowany był film Chopin. Pragnienie miłości. Realizując sceny muzyczne kierowano się możliwościami pianistycznymi aktora i inscenizowano je tak, aby w odpowiednich momentach mógł zastąpić go dubler. Efekt jest równie dobry, ale pozostaje świadomość znacznie większych ograniczeń wymuszonych taką sytuacją. 


Jednocześnie pamięć podpowiada sceny z wielu, często dobrych filmów, gdzie problem całkowicie zlekceważono i aktor miota się po ekranie pozostając w bardzo luźnym związku z dobiegającym z głośnika play backiem. Czar pryska, gdy raz przyłapawszy realizatorów na oszustwie, z dystansem odnosimy się do całej historii. 


Świadomość technologii i możliwości poszczególnych dziedzin uwikłanych w produkcję filmu pozwala lepiej zagospodarować fantazję scenarzysty i reżysera i już etapie przygotowań zaplanować pewne rozwiązania. Z drugiej strony wzajemna wiedza o problemach technicznych poszczególnych pionów umożliwia lepszą współpracę i wsparcie wysiłków reżysera ze strony współdziałających z nim realizatorów.


Przerzucam kartki mojej lektury i co chwila napotykam odwołania do pamięci i wrażliwości czytelnika. Tylko teraz już mnie to nie śmieszy. Czyż nie jest to kwintesencja cech, które powinny wyróżniać każdego artystę? Film jest sztuką. Nawet kiedy wydaje się prostym przekazaniem rzeczywistości jest kreacją. Wyborem w imieniu widza dokonanym przez twórców. Rzeczywistość filmowa nie istnieje. Reżyser wybierając obsadę nadaje ludzki kształt literackiej fikcji. Aktor kreując postać tworzy nowego człowieka. Wpisuje się w założenia scenariusza wspomagany przez zewnętrzne atrybuty charakteryzacji, kostiumów, scenografii. 


Aby temu sprostać, trzeba zaobserwować i podpatrzeć charakterystyczne elementy, które pozwolą naszkicować postać tak, aby widz cząstkowe informacje odebrał jako prawdę o żywym człowieku. Największą sztuką jest więc wnikliwa obserwacja, umiejętność wychwycenia i zapamiętania tych nie zawsze oczywistych elementów niosących informację, którą chcemy przekazać. Czyli jednak pamięć i wrażliwość.

Close Menu