Historia zapisu magnetycznego. Nagrastory 2

Historia zapisu magnetycznego. Nagrastory 2

Kiedy zaczęłam studia na Wydziale Reżyserii Dźwięku, Wyższej Szkoły Muzycznej (obecnie UMFC) w Warszawie, którą do dziś nazywamy pieszczotliwie Najwyższą, Nagrę pokazywano nam jak najświętszą relikwię, albo eksponat muzealny niewyobrażalnej wartości, informując jednocześnie, że twórcą tego cuda jest zamieszkały w Szwajcarii Polak Stefan Kudelski. Skąd tam się wziął? Nie było wiadomo. Były natomiast domysły.

Krążyła po Szkole opowieść, że Stefan Kudelski, jak skonstruował po wojnie Nagrę to zaproponował jej produkcję zakładom radiowym im. Marcina Kasprzaka w Warszawie. Zakłady powstały pomiędzy 1949-1950 r. Początkowo produkowali tylko odbiorniki radiowe, a w 1957 r. zaczęli produkować radia turystyczne czyli słynną Szarotkę. Magnetofonem i to właściwie profesjonalnym, podobno nie byli zainteresowani. Swoją amatorską Melodię, zaczęli produkować w 1959 r. Dopiero pod koniec lat 60. w zapisie magnetycznym się wyspecjalizowali. Nie produkowano już radioodbiorników (przejęła to Diora), a zaczęto magnetowidy (na prototypie rejestrowałam osobiście zjazd SFP w auli Politechniki Warszawskiej). Jeżeli po wojnie genialny konstruktor był w kraju, to może, jak tak się stało, zabrał swój wynalazek i uciekł na Zachód?

Druga opowieść mówiła, że Nagrę zaczęto produkować w skrzynkach po amunicji, stąd jej przemysłowy wygląd. To sugerowało, że konstruktor mógł być w wojsku. Na tej podstawie wyobrażałam sobie, że jest o kilkanaście lat starszy, niż był w istocie, a studia politechniczne kończył jeszcze przed wojną. Kolejny trop sugerował, że magnetofon powstał tuż po wojnie, kiedy jeszcze takie pojemniki były dostępne (może facet je kolekcjonował). W tej wersji mógł być zarówno w Polsce, jak i na Zachodzie.

Była też legenda o wizycie, jaką złożył na Naszym Wydziale twórca Nagry Stefan Kudelski (z książki Marii Anny Macury Nagrastory, wydanej prze Muzeum Kinematografii w Łodzi wynika, że był w Polsce w latach 70. dwa razy). Musiało to być przed październikiem 1973 r. bo wtedy rozpoczęłam studia, a mistrza nie spotkałam. Chyba już nawet nie mam kogo się o tę wizytę zapytać, ale wieść gminna głosiła, że kupił nam nowy lub sfinansował reperację popsutego Sennheisera MKX 805, co było wydarzeniem niewyobrażalnym, bo na Wydziale był jeden taki mikrofon.

Wkrótce w ramach studiów, poznałam historię zapisu magnetycznego i już wiedziałam, że obie legendy nie do końca były możliwe. Magnetofon powstał kilka lat później (1949-1951), a więc wiek konstruktora nie był już taki pewny. Musiał mieć też dostęp do niemieckiej dokumentacji, a więc na pewno nie był wtedy w Polsce, bo do nas ta dotarła później. Wcześniej pojawiły się niemieckie, zdobyczne magnetofony (Sander&Jansen), które pamiętam z czasów moich studiów. Przywożono je (szabrowano) z Niemiec, a przede wszystkich z tzw. ziem odzyskanych. Cała historia zaczęła mi się układać dopiero, kiedy mogłam przeczytać opowieści Stefana Kudelskiego o powstaniu Nagry, zawarte w książce jego żony Nagrastory. Natomiast historia zapisu magnetycznego dźwięku wygląda w skrócie następująco:

W 1880 r. Oberlin Smith po raz pierwszy zapisał dźwięk za pomocą drutu i elektromagnesu, a we wrześniu 1888 r. opublikował notatkę, w której sugerował użycie trwałej impresji magnetycznej do rejestracji dźwięku. Od 1885 r. także w laboratorium Edisona pracowano nad wykorzystaniem do zapisu dźwięku zjawisk magnetycznych. Stosowano płyn z zawiesiną ze sproszkowanego żelaza (atrament magnetyczny) i bawełniany sznurek nasycony taką emulsją, co także proponował Smith. W 1898 r. Duńczyk Valdemar Poulsen zapisał magnetycznie dźwięk na strunie fortepianowej w telegrafonie i uzyskał patent. Na wystawie światowej w Paryżu w 1900 r. nagrano na tym urządzeniu głoś cesarza Austrii Franciszka Józefa, co jest uważane za najstarsze nagranie magnetyczne.

Maszyneria była ogromna, a dźwięk ledwo słyszalny w słuchawkach. To i następne urządzenia rejestrujące, jako nośnik stosowały drut o średnicy 0,2 mm, albo dyski blaszane, przypominające płyty gramofonowe. Robiono też doświadczenia z taśmą stalową. Dopiero zastosowanie prądu umożliwiło powszechność tej formy zapisu. Rozwój zapisu na taśmach nastąpił po 1927 r., ale nagrania na drucie pojawiały się (w armii amerykańskiej) do 1950 r. Ze względu na ciężar nośnika (1 h nagrania = 24 kg) do poruszenia maszyn, potrzebne były silniki dużej mocy.

Pionierem był też Louis (Ludwig) Blattner, niemiecki showman i producent filmowy osiadły w Wielkiej Brytanii. Patent kupił od Kurta Stille’a i ulepszył, stosując zamiast drutu stalową taśmę. Blattnerphone był pierwszym wykorzystanym w praktyce urządzeniem tego typu, do celów zawodowych. Blattner zamierzał stosować swoje cudo dla potrzeb filmu dźwiękowego, ale przełomowa okazała się dzierżawa maszyny przez BBC, co stało się na przełomie 1930/31 r. (opisano w biuletynie BBC z 1932 r.).

Blattnerphone
Blattnerphone

Początkowo uznano, że można na niej nagrywać tylko mowę. W ciągu kilku lat w BBC wynajmowało lub kupowało kolejne urządzenia, a tuż przed wybuchem II wojny światowej było ich przynajmniej sześć, pracujących jednocześnie, nawet po kilkanaście godzin na dobę. Obsługiwały trzy działające już wtedy studia nagrań muzycznych. W 1939 r. na blatnerphone nagrano historyczne przemówienie premiera Neville’a Chamberlaina informujące o wybuchu wojny. Podobne urządzenia produkowała firma Marconi – Stille (od niego Blattner kupił patent). Takie maszyny miało BBC także. Jedna była w Polskim Radio w Warszawie.

Rejestrowano pasmo 50 – 4000 Hz i dynamikę 25 dB. Taśma miała 6 mm szerokości. Przesuwała się z prędkością 1,5 – 2 m/s. Godzinne nagranie ważyło kilkanaście kilogramów. Blattnerphone napędzany był silnikiem prądu stałego i okazał się bardzo zawodny mechanicznie. Dopiero w 1932 r. zastosowano silnik prądu zmiennego i taśmę o szerokości 3 mm. Rok później pojawiła się maszyna dwusilnikowa (osobny napęd dla taśmy, a osobny dla szpul), montowana na stole.

Wszystkie egzemplarze były jednak zawodne i niebezpieczne. Zerwanie kręcącej się z dużą prędkością taśmy stalowej, groziło śmiercią lub kalectwem. Zaniechano pomysłu wcześniejszego nagrywania nocnego programu, bo za dużo było awarii. Pracowano na nich w rękawicach ochronnych (podobno kilka osób straciło opuszki palców). Maszyny były głośne. Podjęto próbę montażu tak nagranych taśm. Wymagało to użycia zgrzewarki punktowej lub lutowania. Powodowało trzaski i zaniki w miejscu łączenia. Blattnerphone i pokrewne mu urządzenia były jednak popularne na świecie. Egzemplarz znajduje się nawet w muzeum w Ottawie, bo wyposażone w niego było przed II wojna światową kanadyjskie radio. Wszystkie zostały wyparte przez magnetofony w latach 50. lat XX w. i stało się to błyskawicznie.

W 1927 r. po raz pierwszy zaprezentowano magnetyczną taśmę dwuwarstwową (patent O’Neila), która poza warstwą magnesującą się miała też warstwę magnetycznie obojętną. Pomysł zrealizowano w 1947 r. w firmie 3 MCo, a taśmę tę znamy, jako Scotch, chociaż od wielu lat pod tą nazwą produkowane są głównie taśmy klejące. Początkowo była mało odporna na wilgotność, rwała się i szumiała. W 1934 r. niemiecka firma I.G. Farben (ta od cyklonu B) wyprodukowała taśmę magnetyczną na podłożu celulozowym (szybko zastąpiono je tworzywem sztucznym) pokrytym opiłkami żelaza. Wykorzystała to firma BASF produkując taśmę LGS. Do blettnerphone takiej taśmy nie można było użyć, bo była za delikatna. Silniki miały naciągi przystosowane do solidnych taśm metalowych.

W 1935 r. na wystawie w Berlinie firma AEG pokazała urządzenie austriackiego inżyniera Fritza Pfleumera, na taśmy dwuwarstwowe. Jednak jakość tak rejestrowanego dźwięku była bardzo niska. W 1939 r. niemiecki inżynier Walter Weber przekonstruował je i tak powstał magnetofon o kryptonimie K1. Był mniejszy i lżejszy niż poprzednicy, lżejsza była również zastosowana taśma. Można było zmniejszyć silnik i cały mechanizm oraz prędkość przesuwu nośnika. Ostatecznie urządzenie było trochę większe od lodówki podblatowej.

Weber, w 1941 r., równolegle z Hansem Joachimem von Braunmûhlem był też autorem pomysłu wstępnej magnetyzacji taśmy prądem zmiennym wysokiej częstotliwości (prąd podkładu), co znakomicie poprawiło jakość zapisu. O tym swoim odkryciu (premagnetyzacja wysokiej częstotliwości), w trakcie badania popsutego magnetofonu, który wpadł mu w ręce, pisze Stefan Kudelski. Tak naprawdę taki pomysł miał już Valdemar Poulsen, na początku XX w. Tylko, że używał do tego prądu stałego (wielkim zwolennikiem stosowania prądu stałego był Thomas Alva Edison), a poza tym to odkrycie w tamtym czasie wyprzedzało epokę o dobre 30-40 lat.

Magnetofon był urządzeniem niemieckim i inne kraje nie miały dostępu do jego technologii, podobnie jak do technologii produkcji taśmy dwuwarstwowej. Hitlerowcy szykowali swoje przewagi nad światem, a rozwój technik informacyjnych i komunikacyjnych czy przemysłu chemicznego był jedną z nich. Do końca wojny radio niemieckie i wszystkie służby mundurowe zostały wyposażone w magnetofony i powszechnie z nich korzystano. Za rozpętaną (i przegraną) wojnę ze światem przyszło Niemcom zapłacić także w naturze. Reparacje wojenne objęły swym zasięgiem wiele dziedzin, szczególnie tych, które rozwinęły się najbardziej.

Technologię i prawa do patentów zarówno na produkcję urządzeń, jak i nośników, służących do rejestracji i odtwarzania dźwięku, przejęli alianci. To umożliwiło dostępność systemu na całym świecie właściwie w tym samym czasie, czyli od 1946 r. Ma natomiast rację Stefan Kudelski, żałując że ojciec nie kazał go uczyć języka nazistów. Cała udostępniona dokumentacja była po niemiecku, przynajmniej w pierwszych latach.

Można też powiedzieć, że zajęty dotąd radioodbiornikami młody konstruktor, w samą porę zauważył pojawiający się zapis magnetyczny. Ciekawe, że pierwszy pomysł dotyczył pamięci taśmowej, która w sumie, po wielu różnych modernizacjach, stosowana jest do dziś, a więc była to idea dobra i może szkoda, że porzucona. Natomiast w ten sposób Kudelski zauważył istnienie magnetofonu, jako metody zapisu dźwięku i miał szansę ze swoim pomysłem wystartować równo z wielkimi tego świata.

Magnetofony weszły na trwałe do eksploatacji po 1950 r. Jednak pomysł na urządzenie niewielkie i przenośne był w tym momencie nowatorski. Pierwsze laury Stefan Kudelski otrzymał już w 1951 r. Na wystawie The First International Amateur Recording Contest w Lozannie zdobył pierwszą nagrodę za reportaż nagrany na prototypie magnetofonu Nagra. Wzbudził zainteresowanie swoją konstrukcją, a pierwsza z propozycją zakupu licencji zgłosiła się niemiecka AEG.